czwartek, 30 czerwca 2016

Od Sasuke CD Kichi

Nie powiem, poczułem się źle... Przez bite pięć lat się dla niej starałem, zmieniłem się nawet, chociaż w to nie wierzyłem... Specjalnie dla niej... Żeby okazało się, że moje pięć minut już minęło... Czułem się... odrzucony...? Przegrany...? Kurna... Jeszcze nigdy nie dostałem kosza... To było... nieprzyjemne uczucie... Zwłaszcza, że była pierwszą osobą, na której mi naprawdę zależało... I jak się okazało - jedyną, której nigdy już nie będę miał szansy mieć.
Mimo to uśmiechnąłem się.
- To dobrze. - powiedziałem idealnie grając wciąż szczęśliwego.
- Nie jesteś... zawiedziony...? - spytała niepewnie.
- Minęło pięć lat, chyba nie sądzisz, że oczekiwałem, że będziesz na mnie czekać! - parsknąłem śmiechem. - Nawet nie sądziłem, że w ogóle kiedyś się jeszcze do mnie odezwiesz, a tu proszę, taka miła niespodzianka. Nawet dałaś mi się spotkać z Cielem... - mówiłem.
~ Kurwa... Co ja sam siebie przekonuję... Jasne, że czuję się zawiedziony...! Jestem, kurwa, zawiedziony jak cholera, bo na chuj się starałem przez te cholerne pięć lat?! ~ wydarłem się w myśli, na zewnątrz pozostając oazą luzu i radości.
- Czyli... możemy być... przyjaciółmi...? - spojrzała na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami.
!!!...Bip... Bip... Friendzoned...!!!
Poczułem, gdzieś tam w środku, cholernie nieprzyjemne i cholernie bolesne ukłucie. To jest to poczucie odrzucenia? Ugh. Nienawidzę tego uczucia, już to wiem. Czuję to pierwszy raz i już go nienawidzę.
- Jasne. - uśmiechnąłem się szeroko. W tej chwili zadzwonił mój telefon, za co dziękowałem losowi, bo czułem się okropnie, a udawanie, że jest okay było trudne mimo wszystko. Spojrzałem na wyświetlacz. Itachi. - Mój menadżer. Mam dziś nagrania do nowej płyty, powinienem się zbierać... - skłamałem, a na mej twarzy nie drgnął nawet mięsień, który by mnie w tym zdradził. - Zadzwoń jak byś się kiedyś chciała spotkać, mogę czasem odebrać Ciela z przedszkola, gdybyś ty nie mogła, albo zająć się nim, jak jesteś zajęta. - zaoferowałem jeszcze.
- Super. Zadzwonię w razie co. To do zobaczenia. - uśmiechnęła się szeroko.
- Papa, tatusiu! - powiedział Ciel wyciągając do mnie rączki. Podniosłem go wysoko nad głowę, a on się śmiał. Pocałowałem go w główkę stawiając znów na ziemi.
- Pa, młody, trzymaj się. - puściłem mu oczko i odebrałem telefon, zostawiając pieniądze za lody, shake i wodę na stole, by nie czekając na sprzeciw w sprawie hajsu ruszyć chodnikiem w swoją stronę.
- Halo? - spytałem już bez udawania, a mój głos brzmiał beznadziejnie. Bo czułem się beznadziejnie.
-- Sasuke, kiedy będziesz w domu? Wysłałem ci skany ważnych papierów z firmy i mail notariusza. Powinieneś niedługo przyjechać do mnie, żeby załatwić w końcu te formalności w sprawie domu. -- rozległo się po drugiej stronie.
- Weź daj mi spokój. Dzisiaj nie mam do tego głowy. - powiedziałem niechętnie.
-- Ojej, stało się coś? -- spytał, a głos miał pełen troski.
- Nic się nie stało, po prostu mam zły dzień. Zadzwonię jutro, umówimy się z tym notariuszem... - odparłem rzecz jasna kłamiąc.
-- No dobrze, jak uważasz... W razie czego, to wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć. -- odrzekł.
- Tak, wiem... Dobra, muszę kończyć, cześć. - rzuciłem jeszcze i nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się. Schowałem telefon do kieszeni i ruszyłem z buta do domu, nie mając na nic ochoty...


<?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz