Spojrzałem na swoją szklankę z wodą nie bardzo wiedząc jak mam odpowiedzieć.
- Wtedy tak na mnie nakrzyczałaś... Zdawałaś się mnie serio nienawidzić... Myślałem, że... - zacząłem, ale mi przerwała:
- Już przestań... Ty chciałeś się zmienić, a ja zachowałam się okropnie. To ja powinnam spytać, czy ty nie jesteś zły na mnie. Ja nie jestem zła... Nie mam prawa być... - oznajmiła patrząc na mnie z uśmiechem.
- To... czemu nie... Czemu nie zadzwoniłaś...? - spytałem wciąż nie bardzo wiedząc co mówić i tak dalej.
- Byłam przeświadczona, że po tym jak cię nazwałam i co zrobiłam, wrócisz do dawnego życia i zapomnisz... Że nawet gdybym zadzwoniła, to byś nie odebrał... - odparła. - A nie było tak? - spojrzała na mnie przekrzywiając lekko głowę.
- Wtedy ci powiedziałem, że spiep... - ugryzłem się w język, bo przy Cielu nie powinienem tak mówić - ...zniszczyłaś mi życie... - parsknąłem. Zmarszczyła brwi i chciała chyba coś powiedzieć, ale kontynuowałem: - Mówiłem, że nigdy nie znajdę już kogoś, kto by dostarczył mi rozrywki, zafascynowałby mnie tak, jak robiłaś to ty... No i jak zwykle miałem rację... - tutaj zmrużyłem oczy uważnie na nią patrząc. - Nie ma na tym świecie drugiej tak strasznie wkurzającej i rudej złodziejki... - pokręciłem głową z nieco kpiącym uśmieszkiem, ale patrząc na nią ciepło. - Ukradłaś mi serce, złośliwa zołzo. - oznajmiłem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz