Pokręciłem oczami.
- Kiciu... Zdrada to duże słowo... - powiedziałem spokojnie, dosyć pociągającym tonem.
- A jak inaczej to nazwiesz? - spojrzała na mnie z wyraźnym niezadowoleniem. Ojoj... No ale przecież w sumie nigdy nie zostaliśmy parą, więc no cóż mogę powiedzieć...
- Czy ja wiem...? Przelotny seks bez zobowiązań...? - zasugerowałem.
- Doprawdy? Aż tak nic dla ciebie nie znaczę? Znaczymy...? Ja i Ciel? - spytała z wyrzutem i żalem, a także domieszką złości czy czegoś innego w tym guście.
- Proszę cię... Wiesz jaki jestem i doskonale zdajesz sobie sprawę, że nie traktuję stosunku jako czegoś zarezerwowanego dla "ukochanej osoby". To czynność, potrzeba. Taka sama jak picie wody, albo sen. Każdy ma swoje potrzeby, no. - nieco się skrzywiłem. Coś mi się zdaje, że w tej kwestii zawsze będziemy mieć odmienne zdania...
- To jest podłe... okropne i podłe... - powiedziała wręcz gorzko.
- Kicia... Tu nie chodzi o ciebie, okay? To nie o ciebie chodzi. Ja po prostu tak na to patrzę i już. Dla mnie nie ma niczego złego w pójściu sobie do łóżka z kimś poznanym w barze i spędzenie z nim jednego wieczoru... Dla mnie w życiu celem jest szukanie nowych wrażeń, doświadczeń. Szukam adrenaliny, tego co niebezpieczne albo nie do końca dobre, bo to mnie kręci, podnieca. Możesz się ze mną nie zgadzać, zrozumiem to, bo w końcu każdy patrzy na świat inaczej, ale nie zabraniaj mi żyć tak, jak chcę żyć. - westchnąłem.
- Okay. To może ja sobie będę znajdywać boya? Innego co noc? - zaoferowała.
- Mi to nie będzie przeszkadzać... Może jeśli bym któregoś spotkał, a okazałby się być fajny, to byłbym trochę może nawet zazdrosny, ale okay. Akceptuję to. Twój wybór, z kim się spotykasz. O ile będziesz się przez to czuć lepiej, to okay. Znajduj sobie co noc innego boya, nawet kilku na raz, jeśli poczujesz się przez to spełniona... Okay. Nie ma problemu. O ile cię to uszczęśliwi, to ja nie będę stał ci na drodze. - oznajmiłem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz