Nieco dyszałem, czując jak buzują we mnie hormony, ale udało mi się, cudem chyba, powściągnąć się i zatrzymać.
- Zaraz przestanie... Zaufaj mi... - wyszeptałem jej do ucha dość ciężko oddychając.
- Daj mi chwilę... - wydusiła również dysząc.
Jako tako oboje się uspokoiliśmy, po kilku minutach. Spojrzałem pytająco na Kichi, jakbym pytał o pozwolenie. Skinęła głową. Więc zacząłem się w niej poruszać, póki co powoli i płytko.
- Może być? - spojrzałem na nią pytająco.
- M-yhm. - wydusiła ciężko.
- To dobrze... - pocałowałem ją.
Kiedy ostatecznie się rozluźniła, zacząłem przyśpieszać.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz