Kiedy się obudziłem, była jakaś piętnasta. Wstałem dość zbolały, kac wciąż męczył mnie bólem głowy, po czym poszedłem do kuchni. Wziąłem jakieś prochy na kaca, a potem teoretycznie powinienem zjeść śniada...obiad... ale nie miałem wcale ochoty na jedzenie.
- Itachi, wychodzę... - oznajmiłem.
- Gdzie znowu? Spróbuj wrócić jak dzisiaj, a nie ręczę za siebie. To potwornie nie zdrowe i w ogóle nie dobre dla osoby w na tyle młodym wieku. Zniszczysz sobie wątrobę, a alkoholikom przeszczepy dają bardzo niechętnie. - zaczął się wykład. Kolejny już z resztą.
- Dobra... okay, ogarniam... Nie idę do baru ani klubu... Zejdź ze mnie... - przewróciłem oczami.
- A gdzie? - drążył uważnie i dość krytycznie na mnie patrząc.
- Moja sprawa. - odparłem.
- Sasuke... - zaczal ostrzegawczo.
- No daj mi już spokój. Wrócę najpewniej za kilka godzin. W każdym razie wcześniej niż wczoraj, a w razie co napiszę. - rzuciłem chcąc już iść.
- Ta... Już ja wiem jak się zawsze kończy twoje "napiszę"... - mruknął jeszcze, a ja wyszedłem.
Pojechałem do Kichi, nie było jej, a jej bracia wypuścili mnie niechętnie.
- Wiesz, że ona przez ciebie cierpi, draniu? - warknął Rin. Log się zmył.
- Ty też? Weźcie dajcie mi spokój. Przyszedłem się dogadać, a nie słuchać, jaki to jestem okropny. Doskonale wiedziała, że taki jestem, nic na to nie poradzę. - powiedziałem.
- Nie rób z siebie tego biednego, bo to nie ty nim jesteś. - rzucił tylko.
- Nie robię z siebie biednego, tylko mnie wkurza, jak wszyscy mnie o coś posądzają i mnie krytykują. - warknąłem. Wtedy rozległ się odgłos otwierania drzwi...
Kiedy mnie zobaczyła, krzyknęła że nie chce mnie widzieć, a potem uciekła do swojego pokoju. Westchnąłem zrezygnowany, ale poszedłem za nią. Zapukałem.
- Idź sobie! Nie chcę cię na oczy wiedzieć! - rozległo się ze środka.
- Dasz mi chociaż coś powiedzieć? - spytałem.
- Nie chcę tego wszystkiego słuchać! Umiesz się tylko bawić innymi! Traktujesz ludzi jak śmieci, jesteś potworem! - krzyczała. Kiedy w końcu przestała, powiedziałem:
- Chciałbgm porozmawiać. Normalnie, nie przez drzwi. - oznajmiłem spokojnie.
- Dlaczego miałabym cię słuchać?! Potraktowałeś mnie jak zabawkę, jak totalne zero! - odkrzyknęła.
- Bo Ciel mimo wszystko jest też moim dzieckiem i nie chcę, żeby miał w życiu przesrane przez to, jaki jestem. To nie jego wina, że jego ojciec to szuja, nie zasłużył sobie na to. - odparłem. Cisza. Chyba myślała nad moimi słowami.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz