czwartek, 30 czerwca 2016

Od Sasuke CD Kichi

Kiedy się obudziłem, była jakaś piętnasta. Wstałem dość zbolały, kac wciąż męczył mnie bólem głowy, po czym poszedłem do kuchni. Wziąłem jakieś prochy na kaca, a potem teoretycznie powinienem zjeść śniada...obiad... ale nie miałem wcale ochoty na jedzenie.
- Itachi, wychodzę... - oznajmiłem.
- Gdzie znowu? Spróbuj wrócić jak dzisiaj, a nie ręczę za siebie. To potwornie nie zdrowe i w ogóle nie dobre dla osoby w na tyle młodym wieku. Zniszczysz sobie wątrobę, a alkoholikom przeszczepy dają bardzo niechętnie. - zaczął się wykład. Kolejny już z resztą.
- Dobra... okay, ogarniam... Nie idę do baru ani klubu... Zejdź ze mnie... - przewróciłem oczami.
- A gdzie? - drążył uważnie i dość krytycznie na mnie patrząc.
- Moja sprawa. - odparłem.
- Sasuke... - zaczal ostrzegawczo.
- No daj mi już spokój. Wrócę najpewniej za kilka godzin. W każdym razie wcześniej niż wczoraj, a w razie co napiszę. - rzuciłem chcąc już iść.
- Ta... Już ja wiem jak się zawsze kończy twoje "napiszę"... - mruknął jeszcze, a ja wyszedłem.
Pojechałem do Kichi, nie było jej, a jej bracia wypuścili mnie niechętnie.
- Wiesz, że ona przez ciebie cierpi, draniu? - warknął Rin. Log się zmył.
- Ty też? Weźcie dajcie mi spokój. Przyszedłem się dogadać, a nie słuchać, jaki to jestem okropny. Doskonale wiedziała, że taki jestem, nic na to nie poradzę. - powiedziałem.
- Nie rób z siebie tego biednego, bo to nie ty nim jesteś. - rzucił tylko.
- Nie robię z siebie biednego, tylko mnie wkurza, jak wszyscy mnie o coś posądzają i mnie krytykują. - warknąłem. Wtedy rozległ się odgłos otwierania drzwi...
Kiedy mnie zobaczyła, krzyknęła że nie chce mnie widzieć, a potem uciekła do swojego pokoju. Westchnąłem zrezygnowany, ale poszedłem za nią. Zapukałem.
- Idź sobie! Nie chcę cię na oczy wiedzieć! - rozległo się ze środka.
- Dasz mi chociaż coś powiedzieć? - spytałem.
- Nie chcę tego wszystkiego słuchać! Umiesz się tylko bawić innymi! Traktujesz ludzi jak śmieci, jesteś potworem! - krzyczała. Kiedy w końcu przestała, powiedziałem:
- Chciałbgm porozmawiać. Normalnie, nie przez drzwi. - oznajmiłem spokojnie.
- Dlaczego miałabym cię słuchać?! Potraktowałeś mnie jak zabawkę, jak totalne zero! - odkrzyknęła.
- Bo Ciel mimo wszystko jest też moim dzieckiem i nie chcę, żeby miał w życiu przesrane przez to, jaki jestem. To nie jego wina, że jego ojciec to szuja, nie zasłużył sobie na to. - odparłem. Cisza. Chyba myślała nad moimi słowami.

<?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz