piątek, 24 czerwca 2016

Od Kichi cd Sasuke

-Rozumiem....-Odparłam oschle i założyłam na siebie koszulę nocną, oraz majtki. Pierzak ubrał się szybko i zeszliśmy na dół, tam na pożegnanie pocałowałam go, a on wyszedł. Wróciłam na górę do mojej sypialni aby odpłynąć w objęcia Morfeusza. 

Przez następne dwa tygodnie z Saskiem widziałam się tylko w szkole, w końcu ja miałam masę sesji i treningów, a on swoich spraw. Dzisiaj wylatywałam do Rio de Janeiro na eliminacje do mistrzostw świata w koszykówce i jak można się domyśleć dzisiaj Sasuke też nie widziałam, wsiadłam do samolotu i wyleciałam na kolejne 6 miesięcy.

Dzisiaj mijały trzy i pół miesiąca odkąd wyjechałam do Rio, to dzisiaj graliśmy finał z drużyną z USA. Od rana czułam te emocje i adrenalinę w mojej krwi. Tak, tylko na to czekałam. Całą drużyną weszliśmy na stadion a następnie do szatni. Wszyscy cieszyliśmy się jak małe dzieci w końcu wszyscy byli pewni że ze mną mają ten mecz jak w banku. W końcu nie przegraliśmy jeszcze ani jednego. Spojrzałam na moją bluzkę z numerem 11 po czym uśmiechnęłam się pod nosem.
-Kichi? To prawda że po tym meczu nas opuszczasz? -Spytał Kagami.
-Tak, wiem że miałam być dłużnej, ale nie mogę.-Odparłam.
-Czemu?-Spytali.
-Moja sprawa, powiem wam po finale. -Odparłam i wyszłam z szatni, po czym całą drużyną poszliśmy na halę. Czułam się wspaniale, jak zawsze gdy wychodziłam na boisko.
-Dasz radę?-Spytał trener.
-Na luuuuuuzie.-Odparłam i uśmiechnęłam się szeroko.
Zaczęła się gra, jak zwykle byłam cholernie skupiona, już na początek przejęliśmy piłkę i wbiliśmy im 2 razy po 3. Gra na prawdę się ciągnęła, a jej tępo było niesamowite. W końcu wygraliśmy, dzięki mojemu wsadowi w ostatniej minucie. 145:144 to była na prawdę ciężka gra jednak się udało. Później świętowaliśmy całą noc.
-Kichi?! To powiedz! Czemu nas opuszczasz?-Spytali nagle chórem.
-Ymmm? Jestem w 4 miesiącu ciąży.-Mruknęłam zjadając kawałek pizzy. 
-CO?! -Wszyscy spojrzeli na mnie jak na kosmitę, a ja zaśmiałam się cicho.
-Kichi...-Zaczął trener. 
-Tak?
-Kiedy urodzisz, chce cie widzieć z powrotem u nas, jednym słowem pytam czy wstąpisz do drużyny?-Spytał, a moje oczy były jak pomarańcze,
-NO JASNE ŻE TAK!-odparłam i przytuliłam trenera...

Następnego dnia wieczorem byłam już z powrotem w domu. Jak zwykle przywitali mnie bracia, uśmiechnęłam się do nich i mocno ich wytliłam, jednak zmęczona podróżą prawie od razu poszłam spać..... Następnego dnia obudził mnie dzwonek domofonu, na szybko się uczesałam i poprawiłam koszule nocną, po czym zeszłam na duł i otworzyłam drzwi w których zobaczyłam Sasuke.

Sasuke? He he jestem zła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz