Uśmiechnąłem się w duchu, a tak to pocałowałem ją w głowę.
- Za bardzo mi słodzisz, skarbie... - powiedziałem jedynie.
- Oj zamknij się, bo przestanę... - zaśmiała się tylko cicho.
- Swoją drogą wie już ktoś? - zapytałem.
- Na przykład? - spojrzała na mnie.
- Na przykład twoja menadżerka... Rin... Log... Orochimaru...? - wyjaśniłem. W odpowiedzi pokręciła przecząco głową. - Rozumiem...
Resztę dnia spędziliśmy na gadaniu, oglądaniu filmów i robieniu z grubsza to niczego, bym po południu musiał iść do domu. Itachi miał przyjechać wieczorem, a ja miałem jeszcze się spotkać ze swoim menadżerem omówić z nim i chłopakami z zespołu kwestię kolejnego albumu, do którego nagrania zacząć mieliśmy na początku przyszłego miesiąca, no i najbliższej trasy koncertowej, zaplanowanej na sierpień. Jednak kiedy Kichi otworzyła mi drzwi i miałem wyjść, sam Szatan nie wie skąd dosłownie rzucili się na nas reporterzy.
- Czy to prawda, że gwiazda świata mody i od niedawna koszykówki Kichi Okumura spodziewa się dziecka? - padło pytanie chyba z pierdyliard razy. Oczywiście reporterzy nie wiedzieli, że jestem Andy'm, nikt nie wiedział, że nim jestem i dobrze, bo bym życia nie miał. Chyba cudem udało mi się przedrzeć przez wkurzających jak wrzód na dupie reporterów i flesze aparatów do auta, nie udzielając żadnej odpowiedzi, a potem, prawie rozjeżdżając jakąś dziennikarkę, wyjechać z posesji i zwiać do domu...
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz