poniedziałek, 27 czerwca 2016

Od Kichi Cd Sasuke

-Dziękuję...... Jak się czujesz? -Spytałam i delikatnie go przytuliłam.
-Bywało lepiej. -Uśmiechnoł się do mnie, pocałowałam go czule.
-Cieszę się. Kiedy wychodzisz?
-Za tydzień, przynajmniej tak mówią lekarze. -Mruknoł i zatopił nos w moich włosach.
-Nie dają sobie spokoju co? -Spytałam patrząc na paparazzi za drzwiami.
-Nie.....-Odparł patrząc na nich, westchnęliśmy głębiej, a wtedy wszedł Itachi z jakimiś zakupami.
-Hej Kichi. -Uśmiechnoł się do mnie, a ja szybko odwzajemniłam uśmiech.
-Hej Itachi. -Powiedziałam ciepło, brat Sasuke był całkiem fajną osobą i mimo że na początku miał do mnie zastrzeżenia, to po tem się do mnie przekonał. Rozmawialiśmy długo w sumie jak zwykle, przy nich czułam się na prawdę dobrze. W końcu u mnie w domu panowała okropna atmosfera. Jednak kiedyś musiałam do niego wrócić. Rin podjechał samochodem pod szpital a Paparazzi prawie weszło nam na samochód! No ale to szaleni ludzie!
Jechaliśmy przez setki ulic w końcu Tokyo, to ogromne miasto, aż w końcu dojechaliśmy do domu. Weszłam do budynku i omiotłam go wzrokiem, po czym cicho westchnęłam. Rin jechał jeszcze do pracy, a ja miałam zostać sama. Bałam się, poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę, Sebastian i Claude mieli "wolne" dla tego też ja robiłam jedzenie. Wziąłem talerz i poszłam do swojego pokoju. Tam usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach i zaczęłam grzebać w internecie, nie robiąc nic konkretnego. Kiedy nagle poczułam okropny ból w głowie, oraz słyszałam silny pisk w uszach. Spojrzałam na chwilę w okno, łapiąc się za głowę. Tam, na skraju lasu, stała wysoka dwu metrowa postać, o nadwyraz długich kończynach, wręcz nieproporcjonalnych do ciała. Ubrana była w garnitur, a jej twarz, ona jej nie posiadała. Zamknąłem szybko oczy i zwinęłam się z bólu kiedy poczułam na sobie czyjś dotyk. Spojrzałam w górę i zobaczyłam przed sobą tą postać. Stała i trzymała rękę na moim ramieniu "wpatrując" się we mnie. Chuk w głowie nasilił się..... Zemdlałam.

Nie wiem po jakim czasie otworzyłam oczy, jednak zaówarzyłam wiele nowych twarzy nad sobą. Rozmawuali o czymś....
-Masky! O-ona się c-chyba budzi. -Wyjąkał chłopak z czarną, zupełnie gładką twarzą i z czerwonym odwróconym do góry nogami uśmiechem.
-Po co Slender ją przyniósł? Wygląda zbyt niewinnie.... -Powiedział chłopak z białą maską na twarzy na której był namalowany uśmiech z krwi.
-Ma to samo znamię co my.... -Zaczoł chłopak w żółtych goglach.
-Jakie znamię? -Spytałam podnosząc się do siadu, łapiąc za obolałą głowę.
-To.... -Powiedział ten sam co wcześniej chłopak odsłaniając swoje ramię, pokazując mi znamię. Miałam dokładnie takie same, tylko moje było tam od zawsze.
-Jestem Ticcy Toby, a ty? -Spytał goglowiec.
-Kichi..... -Szepnełam patrząc po nich wszystkich.
-Ej dzieciarnia! Slendy chce porozmawiać z nową. -Mruknoł chłopak którego twarz tak często widzę w koszarach, chłopak złapał mnie za nadgarstek a ja ugryzłam go w rękę do krwi.
-Suka! -Przełknoł, puszczając mnie, zlizałam krew z kłów i spojrzałam na niego pełnym nienawiści i chęci mordu wzrokiem.
-Nie dotykaj mnie tymi brudnymi łapami. -Wysyczałam i sama wstałam idąc na intuicję, nie wiem skąd ale kojarzyłam ten dom. Po chwili weszłam do gabinetu Slender'a.
-Czego chcesz? -Walnełam z gróbej rury i usiadłam na fotelu na przeciwko niego.
-Czego chcę? To nie wiesz moja droga że twój ojciec oddał nam cię? -Spytał patrząc na mnie.
-Jak to? -Spytałam zaskoczona.
-Gdy byłaś mała twój ojciec oddał cię nam z umową iż zabierzemy cię do piero gdy znajdziesz w ciążę, aby wyszkolić ciebie i twoje dziecko na moich Proxy.
-Proxy? -Spytałam
-Osoby wyręczające mnie w zabójstwach. -Mruknoł.
-Nie zgadzam się.... -Warknęłam.
-A więc cię zabiję.
-A może wyręczą cię Proxy? Będzie ciekawiej. -Zadrwiłam, a ten wkurzony nachylił się nade mną. Uśmiechnąłam się kpiąco i splunęłam mu w twarz. Ten otarł ślinę i wściekły znowu zaczoł z tymi piskami i bólem głowy. Spojrzałam na niego wyzywająco, a on jakby przestał?
-Podobasz mi się, nie miękniesz. -Szepnoł Slender. -Czy tego chcesz czy nie zostaniesz moją Proxy, a twoją śmierć upozorujemy. -Rzekł a moje ciało przebiegł dreszcz i rzopacz

Saskuś?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz