Kiedy odjechała, westchnąłem zły i zrezygnowany. Chyba nawet bardziej to drugie. Nie wiedziałem jak mam do niej przemówić, żeby zrozumiała... Tutaj nie chodziło o to, że nie zależy mi na niej i Cielu... Bo zależało... Bardziej niż mogła przypuszczać... Ale znałem siebie, wiedziałem że nie dałbym rady żyć "normalnie", chodzić do pracy rano, wracać po południu, gdzie czeka na mnie jedna osoba, ukochana, a także mała, słodka gromadka dzieci. Nie umiałbym tak żyć. To by było dla mnie zbyt... monotonne... Może i mógłby być w jakiś sposób piękne czy wręcz cudowne, tak mieć świadomość, że ktoś czeka w domu i zawsze tam będzie, kiedy będę wracać... Ale po prostu nie dla mnie...
Wróciłem do apartamentu cudem nie będąc pożartym przez paparazzi, ale oni wkurzali, po czym wziąłem kluczyki i telefon, portfel i wyszedłem nie słuchając brata, który coś do mnie mówił... Zszedłem na parking i wsiadłem do auta. Jeszcze się do niego nie przyzwyczaiłem po utracie w wypadku poprzedniego, ale cóż... Wyjechałen przedzierając się przez paparazzi i wtopiłem w inne auta.
Oczywiście od razu zaczął dzwonić mój telefon. Itachi. Jednak nie chciało mi się odbierać, więc go wyciszyłem.
Nagle w moim samochodzie pojawił się Fukari.
- Hej, skarbie. - powiedział słodko, a tak mnie zaskoczył, że aż podskoczyłem na siedzeniu. Gwałtownie zjechałem na pobocze, byłem już kawałek za Tokio.
- Co ty robisz?! - wydusiłem patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Stęskniłem się... - zamruczał nagle teleportując mnie na tylne siedzenie i wtarabaniając mi się na kolana. Stęknąłem czując jego dłonie na swojej skórze, lekko gnąc się pod jego czułościami. Jednak powiedziałem:
- Przestań, Fukari... Nie mam ochoty... - mruknąłem odwracając głowę w bok, kiedy chciał mnie pocałować.
- No, Sasuś... Chyba nie przejmujesz się tą czerwonowłosą dziewczynką...? Skoro nie umie zaakceptować tego, jaki jesteś, to na ciebie nie zasługuje... - zamruczał dociskając swoją miednicę do mojej. Syknąłem.
- Fukari, złaź ze mnie... - wydusiłem.
- Ale, Sasuś, skarbie, noooo... Chcę ci tylko poprawić humor... Nie chcę, żebyś się czymkolwiek zadręczał... A już na pewno nie dziewczyną... - powiedział z miną zbitego pieska, bym poczuł jak zaczyna mnie uciskać. Stęknąłem.
- Serio, odczep się... Nie chcę... Nie dzisiaj... - powiedziałem z trudem panując nad swym ciałem. W końcu ze mnie zlazł.
- Eh... Nigdy nie zrozumiem ludzi... Tak bardzi lubicie się martwić... - westchnął zapinając na powrót guziki swojej koszuli, by zabrać się za ponowne zapinanie moich spodni. Przeszedłem na przednie siedzenie i znów usiadłem za kółkiem...
Do apartamentu wróciłem o jakiejś piątej nad ranem, dosyć nawalony. Itachi trochę się na mnie wkurzył, ale widząc, że nic nie wskóra zwyczajnie zaprowadził mnie do łóżka. Zasnąłem niemalże momentalnie...
Obudziłem się jakoś rano. Na wstępne bardzo ładnie mnie przeczyściło, potem miałem awanturę od Itachiego, przerwaną kolejnym wypadem do łazienki i pozbyciem się mej nikłej zawartości żołądka. W końcu mi odpuścił, a ja zamknąłem się w swoim pokoju i po dłuższym namyśle wziąłem telefon i zadzwoniłem do Kichi. Odebrała po trzech sygnałaś.
-- Hallo? -- rozległo się po drugiej stronie. Przez telefon nie byłem w stanie poznać emocji w głosie.
- Przemyślałem to wszystko... Jestem jaki jestem, wiem jaki... Nie sądzę, bym mógł się zmienić, a nawet czy bym chciał... Ale mógłbym spróbować... Skoro to ważne dla ciebie... i Ciela... To spróbuję... Chociaż nie liczyłbym na cuda, bo ludzie się nie zmieniają... Ale mogę spróbować... To tyle... Jakbyś coś chciała, to wiesz gdzie mnie szukać... - powiedziałem i nie czekając co odpowie odłożyłem telefon od ucha i rozłączyłem się. Chwilę siedziałem, myśląc nad tym wszystkim... W końcu walnąłem się na łóżko i zasłoniłem oczy łokciem... Byłem zmęczony atrakcjami poranka... Zasnąłem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz