Przygryzłem wargę, ale skoro nie chciała widać o tym mówić, to nie pytałem. Nie miałem na to siły, jeszcze do tego wrócę.
- A jak ty się czujesz? - spytałem nieco chropowato.
- W porządku. Lepiej niż ty. - odparła.
- Daj spokój... nie jest tak źle... - zamknąłem oczy starając się wziąć głębszy wdech, co trochę zabolało, no ale cóż...
Itachi siedział przy mnie cały czas, nawet w nocy, a Kichi przychodziła tak często jak mogła. A raczej tak często, jak pozwalali jej bracia. Akurat zostałem z nią sam na sam, a tego dnia obudziłem się rano chorendalnie zbolały. Zwijałem się z bólu i myślałem, że się autentycznie popłaczę. Tak mnie naszprycowali lekami, że byłem jak najebany.
- Hej, mała. - przywitałem się kiedy weszła.
- Ohayo, jak tam? -zapytała podchodząc i siadając na krześle przy łóżku. - Przyniosłam ci jakieś książki, gdybyś się nudził. Itachi powiedział, że lubisz te o psychologii, to jakieś takie ci znalazłam. Pani w księgarni poleciła. - dodała kładąc na szafce trzy książki.
- Dzięki... Czuję się w porządku... - odparłem. - A ty dzisiaj bardzo ładnie wyglądasz... - dodałem unosząc sugestywnie brwi.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz