czwartek, 30 czerwca 2016

Od Sasuke CD Kichi

Nie powiem, poczułem się źle... Przez bite pięć lat się dla niej starałem, zmieniłem się nawet, chociaż w to nie wierzyłem... Specjalnie dla niej... Żeby okazało się, że moje pięć minut już minęło... Czułem się... odrzucony...? Przegrany...? Kurna... Jeszcze nigdy nie dostałem kosza... To było... nieprzyjemne uczucie... Zwłaszcza, że była pierwszą osobą, na której mi naprawdę zależało... I jak się okazało - jedyną, której nigdy już nie będę miał szansy mieć.
Mimo to uśmiechnąłem się.
- To dobrze. - powiedziałem idealnie grając wciąż szczęśliwego.
- Nie jesteś... zawiedziony...? - spytała niepewnie.
- Minęło pięć lat, chyba nie sądzisz, że oczekiwałem, że będziesz na mnie czekać! - parsknąłem śmiechem. - Nawet nie sądziłem, że w ogóle kiedyś się jeszcze do mnie odezwiesz, a tu proszę, taka miła niespodzianka. Nawet dałaś mi się spotkać z Cielem... - mówiłem.
~ Kurwa... Co ja sam siebie przekonuję... Jasne, że czuję się zawiedziony...! Jestem, kurwa, zawiedziony jak cholera, bo na chuj się starałem przez te cholerne pięć lat?! ~ wydarłem się w myśli, na zewnątrz pozostając oazą luzu i radości.
- Czyli... możemy być... przyjaciółmi...? - spojrzała na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami.
!!!...Bip... Bip... Friendzoned...!!!
Poczułem, gdzieś tam w środku, cholernie nieprzyjemne i cholernie bolesne ukłucie. To jest to poczucie odrzucenia? Ugh. Nienawidzę tego uczucia, już to wiem. Czuję to pierwszy raz i już go nienawidzę.
- Jasne. - uśmiechnąłem się szeroko. W tej chwili zadzwonił mój telefon, za co dziękowałem losowi, bo czułem się okropnie, a udawanie, że jest okay było trudne mimo wszystko. Spojrzałem na wyświetlacz. Itachi. - Mój menadżer. Mam dziś nagrania do nowej płyty, powinienem się zbierać... - skłamałem, a na mej twarzy nie drgnął nawet mięsień, który by mnie w tym zdradził. - Zadzwoń jak byś się kiedyś chciała spotkać, mogę czasem odebrać Ciela z przedszkola, gdybyś ty nie mogła, albo zająć się nim, jak jesteś zajęta. - zaoferowałem jeszcze.
- Super. Zadzwonię w razie co. To do zobaczenia. - uśmiechnęła się szeroko.
- Papa, tatusiu! - powiedział Ciel wyciągając do mnie rączki. Podniosłem go wysoko nad głowę, a on się śmiał. Pocałowałem go w główkę stawiając znów na ziemi.
- Pa, młody, trzymaj się. - puściłem mu oczko i odebrałem telefon, zostawiając pieniądze za lody, shake i wodę na stole, by nie czekając na sprzeciw w sprawie hajsu ruszyć chodnikiem w swoją stronę.
- Halo? - spytałem już bez udawania, a mój głos brzmiał beznadziejnie. Bo czułem się beznadziejnie.
-- Sasuke, kiedy będziesz w domu? Wysłałem ci skany ważnych papierów z firmy i mail notariusza. Powinieneś niedługo przyjechać do mnie, żeby załatwić w końcu te formalności w sprawie domu. -- rozległo się po drugiej stronie.
- Weź daj mi spokój. Dzisiaj nie mam do tego głowy. - powiedziałem niechętnie.
-- Ojej, stało się coś? -- spytał, a głos miał pełen troski.
- Nic się nie stało, po prostu mam zły dzień. Zadzwonię jutro, umówimy się z tym notariuszem... - odparłem rzecz jasna kłamiąc.
-- No dobrze, jak uważasz... W razie czego, to wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć. -- odrzekł.
- Tak, wiem... Dobra, muszę kończyć, cześć. - rzuciłem jeszcze i nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się. Schowałem telefon do kieszeni i ruszyłem z buta do domu, nie mając na nic ochoty...


<?>

Od Kichi Cd Sasuke

-Sasuke..... To nie jest dobry moment na to. Ja.... Zdążyłam się zakochać w kim innym i... Teraz dziwnie się czuję słysząc to. -Szepnełam, czułam się trochę dziwnie, właśnie Sasuke mi wyznaje mi miłość, a ja, ja już zdążyłam się poważnie zakochać.

Sasuke?

Od Kichi Cd Naruto

-Jak zawsze z wielką chęcią. -Zamruczałam zadowolona. Razem poszliśmy do limuzyny i pojechaliśmy do mojej wilii gdzie ubrałam się najładniej jak potrafiłam i zeszłam do Naruto który gadał z Ciel'em. Chłopiec opowiadał mu o Sasuke którego niedawno poznał. Uśmiechnąłam się lekko i poszłam do Naruto.
-To idziemy?
-Tak..... -Szepnoł Naruto patrząc na mnie, zjadajac mnie wzrokiem. Uśmiechnąłam się lekko.
-Wracam później Ciel, słuchaj się Rin'a. -Uśmiechnęłam się i złapałam Naruto za rękę wychodząc z nim, wsiedliśmy do limuzyny. Pojechaliśmy do naszej ulubionej knajpy i usiedliśmy przy stole. Podszedł do nas kelner, zamówiliśmy jedzenie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Naruto.... Ja wiem że to pewnie zły moment ale muszę Ci coś powiedzieć.
-Słucham cię.
-Naruto..... Kocham cię. -Szepnełam patrząc na swoje ręce.

Naruto? <3

Od Naruto Cd Kichi

Spędziłem pięć lat z Kichi jeżdżąc w trasy bawiąc się w piosenkarza, chodź nie chciałem tego, to muszę przyznać było warto, dzięki niej mogłem pomóc nie jednemu dziecku, z czego byłem na prawdę zadowolony, każdy następny koncert przynosił mi coraz więcej radości. W sumie przez te lata oboje zmieniliśmy się nie do poznania, ona wydoroślała, ja zmądrzałem a Ciel ? he he ten był jeszcze bardziej uroczy niż przedtem, mówiąc szczerze pokochałem tego małego chłopca, i traktowałem go trochę jak syna, no dobra syna ani córki nigdy nie miałem, ale jego szczęście, ten uśmiech, nie raz płacz, na prawdę przywiązały mnie do niego, byłem na prawdę szczęśliwy, mogąc pomagać równocześnie dzieciom z domów opieki, jak i mojej najlepszej przyjaciółce z jej słodkim synem. Dziś jak na co dzień znów miałem kolejny występ charytatywny,który jak zawsze zakończyłem po paru godzinach, zmęczony zszedłem ze sceny, oddychając bardzo ciężko. Kicho od razu podała mi wodę, którą wypiłem w parę sekund, odczuwając straszliwą suszę w ustach, odetchnąłem z ulgą wycierając pot z twarzy.
- Jak zwykle doskonały. -Wymruczała i objęłam moją szyję uśmiechając się.
-Schlebiasz mi - Odparłem jak zawsze uśmiechnięty.
-Wiem, wiem - Odparła odwzajemniając mój uśmiech.
-A ty nie masz czasem pokazu mody? - Zapytałem zaciekawiony.
-Mam ale nie idę. Dzisiaj idziemy uczcić twój kolejny występ charytatywny. Zebraliśmy 1 265 0990 $. Jestem z ciebie dumna. - Dziewczyna uśmiechnęła się uroczono patrząc w moje oczy, nawet nie wiem kiedy musnęła moje wargi swoimi ustami, nie powiem miłe uczucie, które bardzo mi się podobało, jednak nie miałem zamiaru jej przerywać, tak wiem wiem miała syna z Sasuke, i tak wiem pewnie on będzie chciał do niej wrócić, lub na odwrót akceptuję to, lecz nie mogłem się powstrzymać by odwzajemnić jej pocałunek.
-Ja..przepraszam - Szepnąłem trochę zaczerwieniony patrząc w jej oczy, dziewczyna tak samo jak ja zaczerwieniła się lecz wciąż była uśmiechnięta.
-To ja przepraszam - Odparła zakrywając ręką usta, zaśmiałem się cicho kładąc rękę na jej głowie, bawiąc się jej włosami.
-Mała słodka Kita - Zaśmiałem się całując ją w czoło.
-Kita ? he he no wiesz chciałeś mnie obrazić ? - Zapytała rozbawiona.
-Nie, nie chciałem Kita na prawdę nie chciałem, chodźmy świętować...jeśli chcesz pojedziemy się przebrać, po drodze jeszcze wpadniemy do sklepu, bo chciałem coś kupić młodemu, wrócimy do domu, przebierzemy się ja jak zawsze poczekam na ciebie, a potem zapraszam cię do restauracji, co ty na to ? - Zapytałem uśmiechnięty, cały czas bawiąc się jej włosami.

<Kita co ty na to :3>

Od Sasuke CD Kichi

Spojrzałem na swoją szklankę z wodą nie bardzo wiedząc jak mam odpowiedzieć.
- Wtedy tak na mnie nakrzyczałaś... Zdawałaś się mnie serio nienawidzić... Myślałem, że... - zacząłem, ale mi przerwała:
- Już przestań... Ty chciałeś się zmienić, a ja zachowałam się okropnie. To ja powinnam spytać, czy ty nie jesteś zły na mnie. Ja nie jestem zła... Nie mam prawa być... - oznajmiła patrząc na mnie z uśmiechem.
- To... czemu nie... Czemu nie zadzwoniłaś...? - spytałem wciąż nie bardzo wiedząc co mówić i tak dalej.
- Byłam przeświadczona, że po tym jak cię nazwałam i co zrobiłam, wrócisz do dawnego życia i zapomnisz... Że nawet gdybym zadzwoniła, to byś nie odebrał... - odparła. - A nie było tak? - spojrzała na mnie przekrzywiając lekko głowę.
- Wtedy ci powiedziałem, że spiep... - ugryzłem się w język, bo przy Cielu nie powinienem tak mówić - ...zniszczyłaś mi życie... - parsknąłem. Zmarszczyła brwi i chciała chyba coś powiedzieć, ale kontynuowałem: - Mówiłem, że nigdy nie znajdę już kogoś, kto by dostarczył mi rozrywki, zafascynowałby mnie tak, jak robiłaś to ty... No i jak zwykle miałem rację... - tutaj zmrużyłem oczy uważnie na nią patrząc. - Nie ma na tym świecie drugiej tak strasznie wkurzającej i rudej złodziejki... - pokręciłem głową z nieco kpiącym uśmieszkiem, ale patrząc na nią ciepło. - Ukradłaś mi serce, złośliwa zołzo. - oznajmiłem.

<?>

Od Kichi Cd Sasuke

-Oczywiście że możecie.... Nawet z wami pójdę. -Uśmiechnęłam się uroczo.
-Jeej! -Pisnoł i przytulił mnie.
-Kocham cię. -Szepnełam tuląc go do siebie, a teraz dawaj plecak, zostawimy go w aucie. -Uśmiechnęłam się.
-Ok.... -Powiedział, a ja wrzuciłam jego plecak do samochodu.
Następnego poszliśmy na lody, do pysznej lodziarni niedaleko. Usiedliśmy przy stoliku. Zamówiliśmy lody. Rozmawialiśmy długo o wszystkim i o niczym. Młody, jadł lody ze smakiem, a ja piłam szejka zadowolona z życia.
-Kichi..... Nie jesteś na mnie zła? -Spytał nagle, a ja spojrzałam na niego jak na kosmitę.
-Za co? Że ty chciałeś się dla mnie zmienić, ale ja byłam głupia i niedojżała? -Spytałam patrząc na niego z uniesioną brwią.

Sasuke?

Od Sasuke CD Kichi

O losie... Jaki o był duży...! Ostatnio widziałem bo jako niemowlę, teraz miał prawie sześć lat... Był potwornie uroczy... Włosy miał po mnie, a wielkie, niebieskie oczy po Kichi. Kucnąłem i przytuliłem go.
- Hejka, młody...! Strasznie już jesteś duży! Mama cię szpinakiem faszeruje? - zaśmiałem się wdychajac jego słodki, dziecięcy zapach.
- No trochę... chociaż za dobry to akurat szpinak nie jest... Wolę pomidorki... - powiedział kręcąc noskiem, na co się zaśmiałem. Tutaj widać wdaje się we mnie. Poczochrałem go po włoskach.
- No i jak? Fajnie w tym przedszkolu? Masz jakichś kolegów fajnych, może koleżanki? - zacząłem z nim rozmawiać, a on był wyraźnie wyjątkowo rozradowany. Buzia rozkosznie mu się śmiała, aż się na sercu cieplej robiło, jak na niego patrzyłem.
- Może pójdziemy na lody? - zapytał nagle wesoło, patrząc na mnie ze świecącymi oczami.
- O ile mama się zgodzi... - spojrzałem na Kichi, posyłając jej delikatny wdzięczny uśmiech. Cieszyłem się, że w ogóle dała mi się z nim zobaczyć... Nie musiała mi pozwalać, w końcu nie rozstaliśmy się w pokoju, a raczej dość ostro skłóceni...

<?>

Od Kichi Cd Sasuke

-Już okej? -Spytałam, a chłopak tylko skinoł głową. Uśmiechnąłam się do niego.
-To dobrze.... Pójdę po naszego syna. -Dodałam i ruszyłam w stronę budynku, po chwili przyszłym z małym chłopcem który był bardzo podekscytowany pobytem w przedszkolu. Opowiadał mi wszystko co miał ciekawego w szkole. Uśmiechnąłam się do niego i trzymam go za rękę.
-Ciel, chcę żebyś kogoś poznał. -Zaczęłam.
-Kogo? Kogo, mamusiu? -Spytał.
-Pytałeś mnie tyle razy o tatę..... -Zaczęłam, a Sasuke podszedł do nas.
-Poznam tatę?! -Spytał szczęśliwy i przyjrzał się Sasuke.
-Ciel to twój ojciec, jeden z najwspanialszych facetów jakich w życiu poznałam. -Uśmiechnęłam się do niego, przez te pięć lat zrozumiałam jedno. To nie Sasuke był zły, tylko ja.... Ja krzywdząc go i siebie. Ciel podszedł do Sasuke, a ja spojrzałam na nich patrząc jak Ciel tuli się do nogi Sasuke.
-Papa! -Krzyknął ze łzami w oczach.

Sasuke?

Od Kichi Cd Naruto

Spojrzałam w jego oczy. Teraz zdałam sobie sprawę że to tak na prawdę ja w tym związku byłam nie taka. Ale on pewnie nie chcę mieć już ze mną do czynienia. Uśmiechnąłam się pięknie do Naruto. Kiedy nagle wpadłam na świetny pomysł.
-NARUTO! -Krzyknełam nagle.
-Co? -Spytał. -Złapałam go za ramiona.
-Naruto! Umiem pisać dobre teksty! Może stwórzmy duet i cię wypromujmy. Wtedy mogli byśmy pomagać nie tylko w Tokyo ale w Polsce, Niemczech, włochach.... Wszędzie!
-Ja nie wiem.... -Zaczoł.
-Naruto.... Masz talent, piękny głos i szkoda go zmarnować....
-No możemy w sumie spróbować....
-To zaczniemy od jutra! -Pisnęłam i pocałowałam go w policzek.

Poczynając od tamtego dnia Naruto i ja stworzyliśmy nierozłączny duet. W końcu nawet ja wyszłam na scenę, nawet śpiewaliśmy często razem.... Minęło już pięć lat, a ja i Naruto byliśmy na prawdę znani. Dzisiaj mój przyjaciel miał kolejny występ, a ja wyjątkowo stałam na trybunach i obserwowałam jak tańczy i śpiewa, był serio szczęśliwy. Kiedy tylko zszedł podałam mu wodę, a on wypił cały litr
.- Jak zwykle doskonały. -Wymruczałam i objęłam jego szyję ramionami.
-Schlebiasz mi.
-Wiem, wiem.
-A ty nie masz czasem pokazu mody?
-Mam ale nie idę. Dzisiaj idziemy uczcić twój kolejny występ charytatywny. Zebraliśmy 1 265 0990 $. Jestem z ciebie dumna. -Uśmiechnęłam się uroczo patrząc mu w oczy. Delikatnie musnełam wargami jego usta. Nie wiem czemu to zrobiłam. To samo tak wyszło, kochałam go od dawna, jednak nic nie mówiłam, ale kiedy tak mi spojrzał w oczy....

Naruto?

Od Sasuke CD Kichi

Od razu, wręcz machinalnie powiedziałem:
- No pewnie. Chodźmy. - uśmiechnąłem się tym swoim dziwacznym sposobem, ukazując jej ten uśmiech, którego nikt nigdy nie umiał zinterpretować. Ruszyła w chodnikiem. - Nie mam auta, wyszedłem na spacer... To daleko? - zapytałem.
- Pojedzemy moim. - odparła. Skinąłem jedynie głową. Już wkrótce siedzieliśmy w samochodzie, ona po stronie kierowcy, a ja pasażera. Musiałem mieć otwarte okno, bo czułem się jak zwierzę w klatce...
- Co ty taki blady? - zapytała.
- Pogłębiła mi się klaustrofobia... - odparłem słabo.
- Ojoj... To już niedaleko, wytrzymaj, pierzaku. - pogłaskała mnie po udzie i przyśpieszyła. Czułem się tak, jakbym miał zaraz zemdleć.
Taaaa... Właśnie ze względu na tą moją kretyńską przypadłość musiałem się przeprowadzić, bo to była jakaś masakra... W trakcie kiedy tamten apartament był więcej niż duży, tak teraz mieszkałem na najwyższym piętrze jednego z apartamentowców, a moje "skromne mieszkanko" miało sześć metrów wysokości w najniższym puncie, a było wielkości salonu samochodowego. W mniejszym dostawałem normalnie spazmów i nie ma w tym przesady.
Kiedy Kichi zaparkowała pod przedszkolem gwałtownie otworzyłem drzwi i wsiadłem jak poparzony, z trudem łapiąc powietrze i potwornie drżały mi ręce i kolana.
- Chcesz wody? - zapytała patrząc na mnie uważnie.
- Byłoby... miło... - odparłem dość słabo. Bardzo. Dała mi wodę, od razu poczułem się nieco lepiej... O losie...

<?>

Od Kichi Cd Sasuke

-W końcu to ja! Ładniejszej nie ma na tym świecie! -Powiedziałam uroczo się uśmiechając z miną "jestem zajebista".
-I samoocenę też masz wysoką. -Mruknoł.
-Tak, tak, wiem wiem ale mnie się nie zmieni. No przynajmniej nie tak łatwo. -Puściłam mu oczko i założyłam okulary.
-Idę odebrać Ciela z przedszkola..... Chcesz go zobaczyć? -Spytałam przekrzywiając głowę.

Sasuke?

Od Naruto Cd Kichi

Spojrzałem na nią kontem oka, w sumie to nawet ją rozumiałem, pewnie wciąż go kocha, i chce z nim być, a on zachowuje się jak krety i niszczy to wszystko, eh cały Sasuke, on nigdy się nie zmieni, a ja nie mogę nic na to poradzić, przecież nie byłem jego ojcem ani bratem, chodź z drugiej strony jego brat pewnie by coś zaradził w tej sytuacji, jednak czy ona chciała by z nim porozmawiać ? tego nie wiem sam. Westchnąłem cicho kładąc rękę na jej plecach.
-Wiesz, ym....może porozmawiaj z Itachim, może on ci jakoś pomoże ocucić Sasuke - Odparłem dość spokojnie, nie będąc pewnym czy powinienem to mówiąc.
-NIE !!! To znaczy nie...nie chce z nikim rozmawiać, jesteś moim przyjacielem, obiecaj mi, że nikomu nic nie powiesz - Szepneła patrząc na mnie.
-Eh, no dobrze niech ci już będzie nic...a nic nie powiem, skoro takie jest twoje życzenie. spełnię je w końcu jesteśmy przyjaciółmi co nie ? - Odpowiedziałem uśmiechnięty, Kichi odwzajemniła mój uśmiech patrząc na moją twarz.
-Cieszę się, że mogę z tobą porozmawiać gdy jesteś mi potrzebny - Szepneła.
-Tak, ja też się cieszę, że mogę ci pomóc - Odparłem cicho wzdychając,przytuliłem ją nie wypowiadając już ani słowa, chodź bardzo chciałem jej pomóc nie potrafiłem tego zrobić, to po pierwsze, a po drugie byłem zabawką, w którą można się wypłakać, pogadać, po tulić, a potem wrzucić w kont gdy już będzie dobrze, w sumie tak było zawsze, zawsze byłem jedynie zabawką, zabawką która potrafiła pocieszyć, dziwne ale przywykłem do tego, może nawet polubiłem to,eh z resztą nie ważne pogłaskałem ją po głowie pytając.
-W jaki sposób mógłbym ci poprawić humor ? - Zapytałem.
-Wiesz miałeś mi wczoraj coś zaśpiewać - Szepneła patrząc na mnie.
-Ohohoh, nie nie ja i śpiewanie błagam cię - Mruknąłem nie zadowolony.
-Oh, no dobrze rozumiem - Szepneła spuszczając głowę.
-Eh, no dobra raz ale tylko jeden raz - Odparłem biorąc do ręki gitarę. - Pisałem to wczoraj dla mojego przyjaciela, i jego dziewczyny, więc zaśpiewam ci to co świeże - Wypowiadając te słowa zacząłem śpiewać dla polepszenia jej humoru.
Po zaśpiewaniu tej o to piosenki, odłożyłem gitarę patrząc w jej oczy.
-No, ja wykonałem swoje zadanie teraz kolej na ciebie.
-A co ja miałam zrobić ? - Zapytała wciąż zaskoczona.
-Uśmiechnij się, wszystko będzie dobrze, jeśli będziesz potrzebowała pomocy, zawsze chętnie ci pomogę, czy to przy małym czy to w poprawieniu humoru, przecież od tego są przyjaciele, od pomagania w potrzebie - Odparłem mierzwiąc ręką jej włosy.

<Kichi?>

Od Sasuke CD Kichi

Przez pięć lat żyłem całkiem... przyzwoicie... Grałem koncerty, byłem w kilku trasach, nagrałem kilka płyt... Ogólnie byłem w porządku. Nie miałem żadnej... ani żadnego w tym czasie... Zająłem się tym, by spróbować żyć jak "normalny" człowiek... Osiągnąłem swoje, zdobyłem wiele nagród muzycznych i poznałem wiele zacnych ludzi. Ogólnie z chłopakami nam się wiodło... Przeprowadziłem się razem z Kuro, Itachi wrócił do siebie na Hokkaido...
No i któregoś słonecznego dnia idę sobie ulicą w okularach przeciwsłonecznych i bluzie, żeby nikt mnie nie poznał, kiedy nagle bum, ktoś na mnie wpada i ląduje na glebie. Zanim zdążyłem poznać, ta osoba przytuliła mnie i w ogóle...
- Ohayo. Dawno się nie widzieliśmy, a ty jesteś jeszcze bardziej seksowna niż wtedy. - powiedziałem uważnie ją oglądając i szczerząc się "niewinnie".

<?>

Od Kichi Cd Sasuke

Byłam załamana, nie miałam już na to siły. Ja go kochałam, jednak nie miałam pojęcia że on też coś czuje. Byłam przekonana że jestem dla niego nic nie warta. Czy on na prawdę musiał stracić by zobaczyć ile miał. AAAAAAA ja już nie wiem co robić. Tak więc z tą sprawą poszłam do mojego najlepszego przyjaciela. On zawsze wiedział jak mnie pocieszyć. Po tym wszystkim postanowiłam wyjechać, w tym czasie zrobiłam niezłą karierę. Śpiewałam, tamczyłam, oraz grałam w kosza, no i awansowałam na Super modelkę. Byłam cholernie znana, nie było osoby która mnie nie znała, oraz nawet z moją urodą wygrałam światowy konkurs piękności. Po pięciu latach wróciłam do Japonii.

Dzisiaj siedziałam w okularach przeciwsłonecznych i kapeluszu, tak by mnie na rozpoznano. Grzebałam coś w telefonie, kiedy nagle łup. Walnęłam w kogoś i upadłam na tyłek. Kapelusz spadł mi z głowy. Szybko się podniosłam nie patrząc na osobnika.
-Sorry, zagapiłam się. -Szepnełam kiedy zobaczyłam Sasuke. Aż zdjęłam okulary i uśmiechnęłam się.
-Sasuke! -Uśmiechnęłam się i przytuliłam go. -Boże, człowieku jak ja dawno cie nie widziałam! -Zaśmiałam się, te pięć lat na prawdę mnie zmieniło. Byłam o wiele bardziej optymistyczną osobą i bardziej wesołą.

Sasuke?

Od Kichi Cd Naruto

Zaśmiałam się cicho, zabrałam się do jedzenia, jednym okiem patrząc na nich. Wyglądali tak uroczo, Naruto na prawdę dobrze radził sobie z dzieckiećmi. Uśmiechnąłam się na ten widok, który na prawdę poprawił mi chumor. Zjadłam w spokoju, po czym zapłaciliśmy i poszliśmy do parku. Naruto pomógł mi pchać wózek, cieszyłam się że go widzę w końcu kto jak nie on poprawi mi tak chumorek? Złapałam go za rękę i delikatnie się do niego przytuliłam.
-W sumie, to tęskniłam za tobą. -Szepnełam.
-Serio?
-Tak.
-Jesteś urocza. -Mruknoł i pocałował mnie w czoło. Uśmiechnąłam się lekko.
-Nie słodź mi tak bo cukrzycy dostanę.
Zaśmialiśmy się,po spacerze wróciłam do domu, a tam czekała na mnie ta cała kłutnia z Sasuke. Szczerze trochę mnie poniosło, jednak to wszystko leżało mi na sercu. Ale, ale ja go kochałam i to było w tym najgorsze. Podłamana usiadłam na łóżku i rozpłakałam się jak małe dziecko... Ja mieszkam tego serdecznie dość. Poprosiłam Sebastiana aby się zajął moim skarbem, a sama rozpłakałam się na dobre, o jakiejś 24 Napisałam do do Naruto. Jednak on odpisał rano. Zadzwoniłam do chłopaka, a on szybko odebrał.
-No hej Kicia.
-Hej..... Możemy dzisiaj się spotkać? -Spytałam cicho.
-Jasne..... Tylko wiesz.... Możesz przyjść do mnie o 16?-Spytał.
-Dobrze... Dziękuję. -Szepnełam. Cały dzień przeleżałam w łóżku. Sebastian niestety musisł się zajmować się Ciel'em. Ok 14. Wziąłam prysznic oraz się ubrałam się w szorty,  luźną bluzkę którą wsadziłam w szorty, założyłam na siebie skórzaną kórtkę i założyłam szpilki. Wziąłam torebkę i zrobiłam lekki makijaż po czym wyszłam do Naruto. Pojechałam tam moją limuzyną. Pod jego domem, zapukałam w drzwi, a Naruto szybko je otworzył. Miał na sobie czarną koszulę i czerwony, luźno związany krawat. Na nogach miał czarne dżinsy. No wszystko ładnie. Spojrzałam na niego smutno i wpadłam w jego ramiona.
-Co się stało? -Spytał.
Wszystko mu Powiedziałam co do sekundy.
W końcu siedzieliśmy razem na kanapie, a ja tuliłam się do niego. W końcu spojrzałam mu w oczy. Głęboko, on był tak blisko, za blisko. Jednak mi się to nie podobało nie teraz. Odsunęłam się i spojrzałam w ziemię.
-Czy to tak wiele? Że chcę być szczęśliwa? -Spytałam cicho.

Naruto?

Od Sasuke CD Kichi

Oho. Miło. Właśnie dowiedziałem się wiele ciekawych rzeczy o sobie... Zajebiście.
- Jak uważasz... Nie będę cię zmuszał... Ale mam jedną prośbę... nie musisz jej spełniać, zrozumiem to... Ale nie mów Ciel'owi, że ktoś taki jak ja jest jego ojcem... Tak będzie lepiej dla niego... - poprosiłem. - Wiesz... Dobraliśmy się... ja jestem dupkiem... a ty zołzą i złodziejką... Ukradłaś mi serce, fascynowałaś mnie... przez ciebie nikt nie jest już dla mnie interesujący... Zawsze szukając czegoś nowego szukałem ludzi, których bym nie rozumiał, a potem rozgryzałem ich i poznawałem... A potem poznałem ciebie... Chciałem zrobić to samo, poznać cię i znaleźć kogoś następnego , kto będzie godny uwagi... Ale ciebie nie mogę zrozumieć i rozgryźć... Zaskakujesz cały czas na nowo... Już nikt nie będzie dla mnie fascynujący, bo prawdziwie fascynująca jesteś ty... Tylko ty... Ruda złodziejka... Możesz myśleć i mówić co chcesz... Ale ja ciebie nie zapomnę... - powiedziałem i odsunąłem się od drzwi, by po chwili być w aucie i odjechać... Zostawić ją i Ciela... Skoro tego chciała, to nie miałem prawa żądać od niej, żeby zmieniła zdanie...

<?>

Od Kichi Cd Sasuke

Zastanawiam się chwilę nad odpowiedzią. Jednak nie trwało to długo.
-KAŻDY INNY FACET LEPIEJ ZASTĄPI MU OJCA! NIŻ TAKA MĘSKA DZIWKA JAK TY! SPIERDALAJ Z MOJEGO ŻYCIA, A CIELA ZOSTAW W SPOKOJU!!!.....NIE ZASŁUGUJESZ NA NIEGO, ANI ON NA TAK OKROPNEGO OJCA..... Nie wiem co ja w tobie widziałam. Jesteś po prostu głupim, beznadziejnym gnojem.  -Dodałam już spokojniej, wyrzuciłam to z siebie, w końcu i szczerze ulżyło mi.

Sasuke?

Od Naruto Cd Kichi

Spojrzałem na moją przyjaciółkę zastanawiając się nad odpowiedzią, w sumie teraz nie robiłem nic specjalnego, więc czym miałem się chwalić, eh nie wiem chyba niczym specjalnym, opieka nad dziećmi to nic specjalnego.
~Po prostu odpowiedz jej na pytanie - Wymruczała Matatabi
~Przecież chcę to zrobić - Mruknąłem patrząc w oczy dziewczyny.
-Wiesz w sumie teraz...hym zajmuję się dziećmi z domu dziecka.
-Łoł na prawdę ? - Zapytała nieco zaskoczona patrząc na mnie.
-Tak, nic specjalnego uczę ich czasem śpiewać, a czasem po prostu pomagam podnieść im się z ziemi, kiedy upadają inie potrafią wstać.
 -Wiesz, nie spodziewałam się takiej zmiany po tobie - Odparła uśmiechając się do mnie, odwzajemniłem uśmiech, zabierając się z jedzenie mojego ulubionego posiłku, jak zawsze wciągnąłem go w parę minut,zadowolony oblizując wargi.
-Tak szczerze, to nie zmieniłem się ani trochę, odkryłem jedynie zamiłowanie i pasję do muzyki, w sumie to te dzieciaku mi w tym pomogły.
-Chcesz mi powiedzieć, że śpiewasz ? - Zapytała nieco zaskoczona.
-Tak, ale tylko dla moich dzieci - Odparłem.
-A zaśpiewał byś coś dla mnie ? - Zapytała uroczo się uśmiechając.
-He, he nie jesteś dzieckiem - Odparłem.
-Ale, jestem twoją przyjaciółką - Zauważyła.
-Wiesz co...ty lepiej tam ramen jedź a nie minie tu zagadujesz - Zaśmiałem się cicho, znów bawiąc się z mały Ciel'em który dla mnie był prze uroczym dzieckiem.
-Ej no weź - Zaśmiała się patrząc na mnie.
-Jedź jedź ja tu z twoim synem rozmawiam kobieto, nie rozumiesz nas - Zaśmiałem się słysząc cichy śmiech chłopczyka. - Uroczy ale nie podobny do ciebie - Odparłem patrząc na moją przyjaciółkę, z delikatnym uśmiechem na twarzy.

<Kicia xD>

Od Sasuke CD Kichi

Kiedy się obudziłem, była jakaś piętnasta. Wstałem dość zbolały, kac wciąż męczył mnie bólem głowy, po czym poszedłem do kuchni. Wziąłem jakieś prochy na kaca, a potem teoretycznie powinienem zjeść śniada...obiad... ale nie miałem wcale ochoty na jedzenie.
- Itachi, wychodzę... - oznajmiłem.
- Gdzie znowu? Spróbuj wrócić jak dzisiaj, a nie ręczę za siebie. To potwornie nie zdrowe i w ogóle nie dobre dla osoby w na tyle młodym wieku. Zniszczysz sobie wątrobę, a alkoholikom przeszczepy dają bardzo niechętnie. - zaczął się wykład. Kolejny już z resztą.
- Dobra... okay, ogarniam... Nie idę do baru ani klubu... Zejdź ze mnie... - przewróciłem oczami.
- A gdzie? - drążył uważnie i dość krytycznie na mnie patrząc.
- Moja sprawa. - odparłem.
- Sasuke... - zaczal ostrzegawczo.
- No daj mi już spokój. Wrócę najpewniej za kilka godzin. W każdym razie wcześniej niż wczoraj, a w razie co napiszę. - rzuciłem chcąc już iść.
- Ta... Już ja wiem jak się zawsze kończy twoje "napiszę"... - mruknął jeszcze, a ja wyszedłem.
Pojechałem do Kichi, nie było jej, a jej bracia wypuścili mnie niechętnie.
- Wiesz, że ona przez ciebie cierpi, draniu? - warknął Rin. Log się zmył.
- Ty też? Weźcie dajcie mi spokój. Przyszedłem się dogadać, a nie słuchać, jaki to jestem okropny. Doskonale wiedziała, że taki jestem, nic na to nie poradzę. - powiedziałem.
- Nie rób z siebie tego biednego, bo to nie ty nim jesteś. - rzucił tylko.
- Nie robię z siebie biednego, tylko mnie wkurza, jak wszyscy mnie o coś posądzają i mnie krytykują. - warknąłem. Wtedy rozległ się odgłos otwierania drzwi...
Kiedy mnie zobaczyła, krzyknęła że nie chce mnie widzieć, a potem uciekła do swojego pokoju. Westchnąłem zrezygnowany, ale poszedłem za nią. Zapukałem.
- Idź sobie! Nie chcę cię na oczy wiedzieć! - rozległo się ze środka.
- Dasz mi chociaż coś powiedzieć? - spytałem.
- Nie chcę tego wszystkiego słuchać! Umiesz się tylko bawić innymi! Traktujesz ludzi jak śmieci, jesteś potworem! - krzyczała. Kiedy w końcu przestała, powiedziałem:
- Chciałbgm porozmawiać. Normalnie, nie przez drzwi. - oznajmiłem spokojnie.
- Dlaczego miałabym cię słuchać?! Potraktowałeś mnie jak zabawkę, jak totalne zero! - odkrzyknęła.
- Bo Ciel mimo wszystko jest też moim dzieckiem i nie chcę, żeby miał w życiu przesrane przez to, jaki jestem. To nie jego wina, że jego ojciec to szuja, nie zasłużył sobie na to. - odparłem. Cisza. Chyba myślała nad moimi słowami.

<?>

Od Kichi Cd Sasuke

~zmieni się? Akurat. -Mruknęłam w myśli i cisnęłam telefonem o ścianę. Chcę to zobaczyć. Nie wierzę mu, ja już nie mam siły i wiary w ten związek. Ja po prostu chcę być szczęśliwa, chcę żeby mój syn był szczęśliwy. Chcę kochać do końca życia. Czy to źle? Myślałam nad tym długo kiedy do domu wrócił Rin i Log. Jednak ja cały dzień nie ruszyłam się z parapetu chyba że do Ciela.

Następnego dnia od rana miałam lekką załamkę tak więc zadzwoniłam do Naruto i spotkałam się z nim. Jak zawsze potrafił mnie pocieszyć. Do piero wieczorem wróciłam do domu z wielkim uśmiechem na twarzy oraz rozbawionym Ciel'em. Kiedy do salonu zawołał mnie Rin. Poszłam do niego, kiedy na kanapie zauwarzyłam Sasuke, od razu z twarzy spadł mi uśmiech, a wstąpiło wkurzenie.
-Nie chcę go widzieć! -Krzyknełam i razem z młodym, pobiegłam do swojego pokoju w którym się zamknęłam.

Sasuke?

Od Kichi Cd Naruto

-Rozmawiałam nie raz....-Mruknęłam zła. -Jednak on się zdaje nie rozumieć. -Szepnełam.
-Ehhh.... Sasuke.. On taki jest. -Szepnoł, dalej bawiąc się z Ciel'em.
-Chcę o nim zapomnieć. -Dodałam.
-Może spróbuj dać mu szansę. -Odparł.
-Dałam, to mnie zdradził.
-Ehhh... On na prawdę jest głupi.
-Nie ważne.... Chodźmy na ramen. -Uśmiechnęłam się do niego.
-Chętnie. -Odparł uśmiechając się.
-Pójdę spakować wózek. -Uśmiechnęłam się. Wstałam z krzesła i poszłam do mojego pokoju. Zabrałam torbę z potrzebnymi rzeczami i włożyłam ją do wózka. Po chwili zjawił się Naruto, włożył Ciela do wózka. Uśmiechnąłam się do niego i wyszliśmy z mojego domu. Jak zwykle dopadło nas paparazzi. Westchnęłam cicho i weszliśmy do limuzyny. Pojechaliśmy do naszego ulubionego baru. Zamówiliśmy dwa ramen i zaczęliśmy jeść.
-Czym się zajmujesz? -Spytałam patrząc na niego. W sumie to nawet nie za dobrze wiedziałam co robi bo byłam odcięta od świata na rok.

Naruto?

Od Naruto Cd Kichi

Wyjazd z Japonii na tak długo w sumie był dla mnie najlepszym rozwiązaniem, wyjechałem przemyślałem parę spraw, po czym po roku wróciłem tu...tu do domu którego tak przedtem nie znosiłem. Jednak to wszystko zmieniło się przez ten czas, w końcu byłem już rok starszy, a przy tym bardziej dojrzały, widziałem i rozumiałem więcej niż rok temu, niby zwyczajny nic nie znaczący wyjazd a aż tyle potrafił zmienić w moim życiu.Po powrocie do Japonii, zająłem się pomocą dla małych dzieci z domu dziecka, w końcu były tak samo opuszczone jak ja w ich wieku. Każdego dnia starałem się pomóc im, każdego dnia chciałem widzieć ich uśmiech na twarzy, każdego dnia chciałem by te dzieci były szczęśliwe, ku mojemu zaskoczeniu grupa dzieci którymi się opiekowałem uwielbiała śpiewać, dzięki czemu i ja mogłem odkryć nic nie znaczący dla mnie do dziś talent. Talent który pomógł mi pocieszyć nie jedno smutne dziecko, i zetrzeć nie jedną łezkę z ich oczka. Dziś minęło pół roku od dnia w którym wróciłem do Japonii, było mi tu dobrze, nawet lepiej niż mogłem sobie wyobrazić, Jak zawsze wstałem wczesnym rankiem, ogarnąłem się z wielkim trudem, po czym bardzo szybko wyszedłem z domu, od razu kierując się do mojej gróbki dzieciaków. Gdy tylko mnie zobaczyli ucieszyli się jak zawsze wykrzykując głośno moje imię.
-Naruto, dziś nasz występ !!!! - Zawołały szczęśliwe dziewczęta, ciesząc się jak jeszcze nigdy wcześniej, w sumie cieszyłem się razem z nimi, pomogłem przygotować się całej grupce dzieciaków, jedni z nich byli starsi gdzieś tak w wieku szesnaście siedemnaście lat, inni zaś dziesięć do dwanaście, eh taka gróbka mi się trafiła co poradzić.
-Jesteście gotowi ? - Zapytałem patrząc na czternastkę dzieciaków.
-TAK!!! - Krzyknęli a ja na chwilę zamilkłem.
-Chwileczkę a gdzie jest Ami ? - Zapytałem rozglądając się do koła.
-Siedzi w swoim pokoju, trochę boi się tego występu - Odpowiedzi udzielił mi Maxim, bardzo bliski przyjaciel Ami.
-Dobra dzięki - Zawołałem kierując się do pokoju, mojej siedemnastoletniej podopiecznej.
-Cześć młoda, czemu nie chcesz iść śpiewać ? przecież tak ładnie ci to wychodzi - Odparłem wchodząc do jej pokoju, Ami spojrzała na mnie cicho wzdychając.
-Ja nie jestem zbyt dobra, chyba się nie nadaję - Szepnęła patrząc na mnie.
-Tak myślisz ? hym zaraz to sprawdzimy - Odparłem biorąc do ręki gitarę, nie czekając na jej słowa zacząłem śpiewać, piosenkę której sam ją nauczyłem.
Tak jak się mogłem spodziewać Ami zaczęła śpiewać zemną, co się dziwić potrafiłem przekonać innych do zaśpiewania czegoś, na prawdę nie typowego.
-I jak się teraz z tym czujesz ? - Zapytałem przestając grac na gitarze.
-Dobrze, na prawdę dobrze dziękuję Naruto - Szepnęła tuląc mnie, po czym wybiegła do reszty swoich przyjaciół, uśmiechnąłem się pod nosem wychodząc z pokoju. To właśnie w tedy usłyszałem mój telefon, spojrzałem na niego dość zaskoczony.
-Zastrzeżony ? ciekawe kto to może być - Zapytałem sam siebie odbierając połączenie. - Hallo?- Odparłem dość spokojnie kierując się w stronę mojej gróbki.
-Hej Naruto to ja Kichi.....Jesteś w Japonii? - Zapytała a mnie zagięło.
 -KICHI?! Boże, już jadę gdzie jesteś?! - Spytałem zaskoczony.
-W domu - Tyle wystarczyło mi bym mógł się rozłączyć, od razu podszedłem do mojej gróbki dzieciaków, życząc im powodzenia, mówiąc przy tym iż muszę szybko gdzieś pojechać,nie zbyt zadowolone dzieciaki, skinęły jednak głową żegnając się zemną. Szybko wyszedłem z budynku, kierując się do mojego auta, było nim zwykłe Audi S5, jednak nie to jest teraz ważne, wsiadłem do auta ruszając w dobrze mi znanym kierunku,w nie całe piętnaście minut pojawiłem się przed domem mojej przyjaciółki. Oczywiście na dzień dobry gdy tylko ją zobaczyłem, zacząłem wypytywać ją o to i tamto, by po dłużej chwili zamilknąć jak grób, gdyż dziewczyna nie zawsze odpowiadała na moje pytania, okej szanuję to i nie narzucam się.
-A to kto to?- Zapytałem widząc małego słodkiego chłopca.
-To mój syn, a jego ojciec to dupek, którego nienawidzę - Odparła zła.
-Aż tak z nim źle ? - Zapytałem troszeczkę zaskoczony, jej słowami.
-Znasz go....
-Kto to?
-Sasuke Uchiha- Mruknęła nie zbyt zadowolona.
-S.Serio ? - Wydusiłem po chwili trochę zaskoczony, znałem go bardzo dobrze, i wiedziałem jaki jest, lubił bawić się dziewczynami, w sumie ja nic do tego nie miałem, to jego sprawa jednak to była moja przyjaciółka i to trochę mnie bolało.
Tak......Nie chcę go już znać.-Szepnęła. - Potrafi tylko ranić - Dodała po chwili.
-On, taki jest...... Zawsze taki był. - Powiedziałem cicho.
-Przez jego brak zdrowego rozsądku, Ciel cierpi. Tu już nie chodzi o mnie.-Szepnęła, widząc jej smutek westchnąłem cicho podchodząc do niej, przytuliłem ją delikatnie gładząc jej długie pięknie pachnące włosy.
-Cieszę się, że tu jesteś - Szepneła cicho, na co jedynie się uśmiechnąłem.
-Nie martw się, może w końcu zmądrzeje, przecież ma pięknego syna, taki uroczy maluch - Odparłem patrząc na chłopca. - Mogę ? - Zapytałem patrząc na nią, dziewczyna bez słowa podała mi chłopca, a ja zacząłem się z nim bawić, maluch śmiał się prze uroczo, bawić moim naszyjnikiem.
-Też ci się podoba - Zaśmiałem się zdejmując naszyjnik z swojej szyi. - W takim razie ci go dam, przyniesie ci szczęście, tak jak przynosił do tej pory mi - Odparłem uśmiechnięty, chłopiec znów się zaśmiał bawić naszyjnikiem.
-Przecudne dziecko, przypomina mi trochę pewnego chłopca którym teraz się opiekuję, mały chorowity ale bardzo słodki, jednak wracając do tematu, rozmawiałaś z Sasuke o tym co ci się w nim nie podoba ? - Zapytałem patrząc to na dziewczynę, to znów na chłopca który cały czas przykuwał moją uwagę, swoim zachowaniem, prze urocze dziecko.

<Kichi ?>

Od Sasuke CD Kichi

Kiedy odjechała, westchnąłem zły i zrezygnowany. Chyba nawet bardziej to drugie. Nie wiedziałem jak mam do niej przemówić, żeby zrozumiała... Tutaj nie chodziło o to, że nie zależy mi na niej i Cielu... Bo zależało... Bardziej niż mogła przypuszczać... Ale znałem siebie, wiedziałem że nie dałbym rady żyć "normalnie", chodzić do pracy rano, wracać po południu, gdzie czeka na mnie jedna osoba, ukochana, a także mała, słodka gromadka dzieci. Nie umiałbym tak żyć. To by było dla mnie zbyt... monotonne... Może i mógłby być w jakiś sposób piękne czy wręcz cudowne, tak mieć świadomość, że ktoś czeka w domu i zawsze tam będzie, kiedy będę wracać... Ale po prostu nie dla mnie...
Wróciłem do apartamentu cudem nie będąc pożartym przez paparazzi, ale oni wkurzali, po czym wziąłem kluczyki i telefon, portfel i wyszedłem nie słuchając brata, który coś do mnie mówił... Zszedłem na parking i wsiadłem do auta. Jeszcze się do niego nie przyzwyczaiłem po utracie w wypadku poprzedniego, ale cóż... Wyjechałen przedzierając się przez paparazzi i wtopiłem w inne auta.
Oczywiście od razu zaczął dzwonić mój telefon. Itachi. Jednak nie chciało mi się odbierać, więc go wyciszyłem.

Nagle w moim samochodzie pojawił się Fukari.
- Hej, skarbie. - powiedział słodko, a tak mnie zaskoczył, że aż podskoczyłem na siedzeniu. Gwałtownie zjechałem na pobocze, byłem już kawałek za Tokio.
- Co ty robisz?! - wydusiłem patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Stęskniłem się... - zamruczał nagle teleportując mnie na tylne siedzenie i wtarabaniając mi się na kolana. Stęknąłem czując jego dłonie na swojej skórze, lekko gnąc się pod jego czułościami. Jednak powiedziałem:
- Przestań, Fukari... Nie mam ochoty... - mruknąłem odwracając głowę w bok, kiedy chciał mnie pocałować.
- No, Sasuś... Chyba nie przejmujesz się tą czerwonowłosą dziewczynką...? Skoro nie umie zaakceptować tego, jaki jesteś, to na ciebie nie zasługuje... - zamruczał dociskając swoją miednicę do mojej. Syknąłem.
- Fukari, złaź ze mnie... - wydusiłem.
- Ale, Sasuś, skarbie, noooo... Chcę ci tylko poprawić humor... Nie chcę, żebyś się czymkolwiek zadręczał... A już na pewno nie dziewczyną... - powiedział z miną zbitego pieska, bym poczuł jak zaczyna mnie uciskać. Stęknąłem.
- Serio, odczep się... Nie chcę... Nie dzisiaj... - powiedziałem z trudem panując nad swym ciałem. W końcu ze mnie zlazł.
- Eh... Nigdy nie zrozumiem ludzi... Tak bardzi lubicie się martwić... - westchnął zapinając na powrót guziki swojej koszuli, by zabrać się za ponowne zapinanie moich spodni. Przeszedłem na przednie siedzenie i znów usiadłem za kółkiem...

Do apartamentu wróciłem o jakiejś piątej nad ranem, dosyć nawalony. Itachi trochę się na mnie wkurzył, ale widząc, że nic nie wskóra zwyczajnie zaprowadził mnie do łóżka. Zasnąłem niemalże momentalnie...

Obudziłem się jakoś rano. Na wstępne bardzo ładnie mnie przeczyściło, potem miałem awanturę od Itachiego, przerwaną kolejnym wypadem do łazienki i pozbyciem się mej nikłej zawartości żołądka. W końcu mi odpuścił, a ja zamknąłem się w swoim pokoju i po dłuższym namyśle wziąłem telefon i zadzwoniłem do Kichi. Odebrała po trzech sygnałaś.
-- Hallo? -- rozległo się po drugiej stronie. Przez telefon nie byłem w stanie poznać emocji w głosie.
- Przemyślałem to wszystko... Jestem jaki jestem, wiem jaki... Nie sądzę, bym mógł się zmienić, a nawet czy bym chciał... Ale mógłbym spróbować... Skoro to ważne dla ciebie... i Ciela... To spróbuję... Chociaż nie liczyłbym na cuda, bo ludzie się nie zmieniają... Ale mogę spróbować... To tyle... Jakbyś coś chciała, to wiesz gdzie mnie szukać... - powiedziałem i nie czekając co odpowie odłożyłem telefon od ucha i rozłączyłem się. Chwilę siedziałem, myśląc nad tym wszystkim... W końcu walnąłem się na łóżko i zasłoniłem oczy łokciem... Byłem zmęczony atrakcjami poranka... Zasnąłem.

<?>

Od Kichi Cd Naruto

Od mojego i Naruto ostatniego spotkania minęło już dużo czasu, a dokładniej półtora roku. Ciel miał już 9 miesięcy, a ja miałam już dość Sasuke. On, on na prawdę nie widział że mnie rani? Miałam dość tego dupka, jednak moim braciom nie miałam zamiaru się wyżalać, tak więc zadzwoniłam do mojego przyjaciela.
-Hallo?-Usłyszałam głos Naruto.
-Hej Naruto to ja Kichi.....Jesteś w Japonii?-Sypałam spokojnie.
-KICHI?! Boże, już jadę gdzie jesteś?!-Spytał.
-W domu.....-Odparłam, a w słuchawce usłyszałam już tylko "pip, pip" westchnęłam cicho i poszłam się przebrać, Włożyłam na siebie sukienkę koloru czarnego w białe grochy. Na to założyłam szarą bluzę i zeszłam na dół do salonu. Sebastian zajmował się Cielem który wyjątkowo go nie lubił. Po jakiś 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam, a Naruto prawie mnie napadł....No tak, przecież byłam "porwana" i uznana za zmarłą. Zaprosiłam chłopaka do środka i poszłam z nim do oranżerii, tam usiedliśmy przy stoliku, pijąc słodka herbatę miodową. Patrzyłam w niebieskie oczy przyjaciela, który wypytywał mnie o wszystko. Odpowiadałam jeżeli tylko mogłam, jeżeli ni to po prostu milczałam. 
-A to kto to?-Spytał patrząc na Ciel`a którego podał mi Sebastian.
-To mój syn, a jego ojciec to dupek, którego nienawidzę -Mruknęłam zła.
-Aż tak z nim źle?-Spytał.
-Znasz go....
-Kto to?
-Sasuke Uchiha-Mruknęłam zakładając nogę na nogę.
-S-Serio?-Wydukał po chwili.
-Tak......Nie chcę go już znać.-Szepnęłam. -Potrafi tylko ranić.
-On, taki jest...... Zawsze taki był. -Powiedział cicho.
-Przez jego brak zdrowego rozsądku, Ciel cierpi. Tu już nie chodzi o mnie.-Szepnęłam.
Naruto Podszedł do mnie i delikatnie mnie przytulił. Poczułam jak łzy pieką mnie pod powiekami, które spłynęły po moich policzkach. Mój przyjaciel otarł mi je. Wtuliłam się w niego. 
-Cieszę się że tu jesteś.-Szepnęłam cicho.

Naruto? T.T Przytul!

środa, 29 czerwca 2016

Od Kichi Cd Sasuke

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, aż zrobiło mi się nie dobrze. Skrzywiłam się tylko, Powoli wstałam, oczywiście uważając na Ciel'a.
-Ja w porównaniu do ciebie, czuła bym się źle śpiąc z kim innym kiedy wiem że w domu czeka na mnie mój ukochany i moje dziecko.  Skoro chcesz tak żyć, to se żyj, ale mnie w to nie mieszaj, ani naszego syna. -Powiedziałam zła poprawiając się, chowając pierś. Poszłam z dzieckiem do brata.
-Rin? -Zaczęłam.
-Tak? -Spytał.
-Sasuke to dupek, chcę do domu. -Szepnełam po czym wyszłam na korytarz i niechlujnie założyłam trampki.
-Kicia! -Sasuke podszedł do mnie.
-Nie odzywaj się do mnie. Chyba że przestaniesz, ale nie, przecież to kurwa część twojego życia! -Warknęłam i wyszłam z domu gdzie dopadło mnie w paparazzi. Spojrzałam na nich najspokojniej jak mogłam po czym jakgdyby nigdy nic poszłam do samochodu Rin'a.
-Kichi! -Sasuke podszedł do samochodu.
-Kicia, przestań się wygłupiać! Wiesz, że jesteście dla mnie bardzo ważni!
-Niestety, tylko bardzo. Wiesz, nie chcę cię takiego. Ja chcę mojego Sasuke. -Szepnełam, a z oczu popłyneły mi łzy. Zamknęłam okno, a wtedy do samochodu wszedł Rin. Wyjechaliśmy z podwórka, pojechaliśmy do domu. Wreszcie w domu. Od razu poszłam do swojego pokoju i położyłam Ciela do kołyski, którą przygotowałam już dawno temu. Przed moim zniknięciem. Ogarnęłam mojego synka i umyłam go. Następnie położyłam go spać. Później sama się ogarnęłam i umyłam, a następnie położyłam się do łóżka.  Wziąłam telefon do ręki, poczułam łzy pod powiekami. Wtuliłam się w poduszkę i zaczęłam płakać. Cichutko tak żeby nie obudzić dziecka. Kochałam Saska, ale jak tak myślę to on chyba mnie nie, i ma prawo, ale Ciel'a? Przecież on na to nie zasłużył.

Rano obudziłam się dość wcześnie. Ciel spał spokojnie całą noc, w sumie nigdy nie miałam z nim problemów. Podeszłam do kołyski i spojrzałam na malucha, który siedział patrząc na mnie.
-No co tam Ciel? -Uśmiechnęłam się do synka, który wyciągnoł do mnie ręce. Wziąłam go na łapy i przytuliłam go do siebie.
-To jak dzieciaku, spróbujemy z pić z butelki? -Spytałam.
-Papa! -Krzyknął Ciel.
-Papy nie ma.
-Papa!
-Ciel!
-Mama?
-Tak, a teraz idziemy jeść. -Powiedziałam idąc z nim do kuchni.
-Sebastian? Zrobiłeś zakupy?
-Tak..... Czy mógłbym zająć się młodym paniczem? Panienka w tym czasie odpocznie. -Powiedział uśmiechając się do mnie.
-Dobrze, ale spróbuj mu coś zrobić, to zabiję jak psa. -Powiedziałam i podałam mu Ciela. Mój lokaj gdzieś zniknął a ja usiadłam w oknie i skuliłam się lekko, pociągając nogi pod głowę. Nagle zadzwonił mi telefon.... Sasuke. Odebrałam.
-Hallo? -Spytałam z zaciśniętym gardłem i smutnym głosem.


Sasuke?

Od Sasuke CD Kichi

Pokręciłem oczami.
- Kiciu... Zdrada to duże słowo... - powiedziałem spokojnie, dosyć pociągającym tonem.
- A jak inaczej to nazwiesz? - spojrzała na mnie z wyraźnym niezadowoleniem. Ojoj... No ale przecież w sumie nigdy nie zostaliśmy parą, więc no cóż mogę powiedzieć...
- Czy ja wiem...? Przelotny seks bez zobowiązań...? - zasugerowałem.
- Doprawdy? Aż tak nic dla ciebie nie znaczę? Znaczymy...? Ja i Ciel? - spytała z wyrzutem i żalem, a także domieszką złości czy czegoś innego w tym guście.
- Proszę cię... Wiesz jaki jestem i doskonale zdajesz sobie sprawę, że nie traktuję stosunku jako czegoś zarezerwowanego dla "ukochanej osoby". To czynność, potrzeba. Taka sama jak picie wody, albo sen. Każdy ma swoje potrzeby, no. - nieco się skrzywiłem. Coś mi się zdaje, że w tej kwestii zawsze będziemy mieć odmienne zdania...
- To jest podłe... okropne i podłe... - powiedziała wręcz gorzko.
- Kicia... Tu nie chodzi o ciebie, okay? To nie o ciebie chodzi. Ja po prostu tak na to patrzę i już. Dla mnie nie ma niczego złego w pójściu sobie do łóżka z kimś poznanym w barze i spędzenie z nim jednego wieczoru... Dla mnie w życiu celem jest szukanie nowych wrażeń, doświadczeń. Szukam adrenaliny, tego co niebezpieczne albo nie do końca dobre, bo to mnie kręci, podnieca. Możesz się ze mną nie zgadzać, zrozumiem to, bo w końcu każdy patrzy na świat inaczej, ale nie zabraniaj mi żyć tak, jak chcę żyć. - westchnąłem.
- Okay. To może ja sobie będę znajdywać boya? Innego co noc? - zaoferowała.
- Mi to nie będzie przeszkadzać... Może jeśli bym któregoś spotkał, a okazałby się być fajny, to byłbym trochę może nawet zazdrosny, ale okay. Akceptuję to. Twój wybór, z kim się spotykasz. O ile będziesz się przez to czuć lepiej, to okay. Znajduj sobie co noc innego boya, nawet kilku na raz, jeśli poczujesz się przez to spełniona... Okay. Nie ma problemu. O ile cię to uszczęśliwi, to ja nie będę stał ci na drodze. - oznajmiłem.


<?>

Od Kichi Cd Sasuke

Spojrzałam na Sasuke spokojnie, chłopak zdał się tym zdziwiony.
-Yhym. -Mruknęłam i poszłam do brata zabrać mu Ciela który prawie już płakał.
-Idę go nakarmić. -Szepnełam biorąc dziecko na ręce. Poszłam z nim do pokoju Sasuke i zaczęłam karmić go piersią. Wtedy do pokoju wszedł Sasuke. Usiadł obok mnie i objoł delikatnie w pasie, opierając głowę na moim ramieniu, delikatnie mnie pocałował, a ja aż zamruczałam. Jego bliskość była jak narkotyk. Uspikajała mnie. Chodź gdy jeden ssał moją pierś, a drugi całował mnie po szyi, czułam się dziwnie.
-A ty? Byłaś grzeczna? -Spytał całując mój policzek.
-Ja nie zdradzam cię na prawo i lewo, z byle kim.-Prychnełam odpychając go od siebie.

Sasuke?

Od Sasuke CD Kichi

Spojrzałem na noże, które mi dała, by chwilę tak stać i gapić się na nie nie mając pojęcia co niby mam z nimi zrobić, by w końcu z przekleństwem wywalić to ustrojstwo do kosza, a następnie pójść za dziewczyną.
- Czy ty sobie zdajesz sprawę z tego, że to nie jest rozwiązanie? - zapytałem.
- Zdaję. - odparła najspokojniej w świecie sącząc wodę ze szklanki.
- To po co? Wyjaśnij, bo nie ogarniam tego poziomu idiotyzmu? To jest jakiś nonsens. - spojrzałem na nią niemalże żałośnie, nie wierząc w to co się dzieje.
- To mnie uspokaja... - mruknęła tylko, wbijając wzrok w naczynie.
- Ugh... Jak tam chcesz... Masz tego po prostu więcej nie robić... - westchnąłem zrezygnowany.
- To więcej mnie nie zdradzaj. - powiedziała.
- A ty wciąż o tym? Zrozum, inaczej bym cię nie znalazł! - nie wiedziałem co mam jej powiedzieć, żeby w końcu zrozumiała.
- Jasne. Przez rok musiałeś się z nim lizać, żeby mnie w końcu znaleźć? Jakaś słaba wymówka. - rzuciła.
- Nie...! A znalazłbym cię wcześniej, gdyby nie twoi kretyńscy bracia, którzy mnie wrobili! - zbulwersowałem się. Poszukałbym jej wcześniej, gdyby nie to, że byłem przeświadczony, że po prostu mnie rzuciła. Chociaż to też złe słowo, bo w sumie nigdy ze sobą nie chodziliśmy...
- Nie mieszaj w to moich braci... W co cię niby wrobili? - spojrzała na mnie drwiąco. Poniekąd.
- Podstępem wmówili, że mnie niejako rzuciłaś i nie chcesz mnie znać! Do wczoraj po południu nie miałem nawet pojęcia, że coś ci się stało! - odparłem.


<?>

Od Kichi Cd Sasuke

Spojrzałam na Sasuke naburmuszona.
-Oczywiście że tak! -Krzyknełam zła i poszłam do kuchni.
-Oj Kiciu! Zrobiłem to, bo chciałem cię znaleźć!
-Nie obchodzi mnie czemu! Zdradziłeś mnie gnoju! -Warknęłam zła i przeszłam przez kuchnie po czym weszłam do łazienki zatrzaskując za sobą drzwi i zamykając się w niej. Podciągnęłam rękawy i wyjęłam nóż z kieszeni. Przyłożyłam ostrze do zabliźnionych, gęsto zabliźnionych rąk. Właśnie od cięcia się. Często to robiłam, z moją doszczętnie zrytą psychiką ta czynność była dla mnie tak naturalna jak oddychanie. Ciełam się, wiedziałam że dostanę za to ochrzan, jednak nie ciełam się tak by się wykrwawic, tylko dla bólu, który mnie cholernie uspokajał. Kiedy się wyżyłam, obmyłam ręce z krwi, oraz nuż który następnie schowałam. Moje rany szybko się zaskrzepiły, a ja zasłoniłam dłonie rękawami bluzki Sasuke.
-Kicia.... Odezwiesz się w końcu? -Spytał.
Wyszłam z łazienkami i spojrzałam na niego pustym wzrokiem. Kiedy chłopak dostrzegł na na bluzce trochę krwi. Złapał mnie za ręce i podciągnoł mi rękawy. Spojrzał na moje ręce i widocznie się zdenerwował.
-Denerwujesz mnie kobieto.... -Wywarczał, a ja spojrzałam na niego spokojnie i oddałam mu moje wszystkie noże.
-To mnie pilnuj. -Mruknęłam i wyrywając się mu poszłam do kuchni coś zjeść.

Sasuke?

Od Sasuke CD Kichi

Odetchnąłem zatapiając nos w jej gęstych, miękkich włosach. Zamknąłem oczy, by przytulić ją i delikatnie pocałować w głowę.
- Spróbuj odstawić taki cyrk raz jeszcze, a normalnie uduszę... - ostrzegłem.
- Czy to miało znaczyć, że chcesz jeszcze jedno dziecko? - zaśmiała się. Parsknąłem kręcąc głową, a potem mocniej ją przytuliłem.
- Jak ty mogłaś być taką skończoną kretynką...? W głowie się nie mieści, że takie wariatki chodzą po świecie... - musnąłem ustami jej skroń.
- A jak ty mogłeś znaleźć sobie takiego dziwoląga...? - odgryzła się pół poważnie.
- Że co? - spojrzałem na nią nie ogarniając o co jej chodzi.
- No ten białowłosy popapraniec. Demon-Shinigami? I jedzie od niego tobą co najmniej tak mocno, jakbyście przyszli po mnie prosto z łóżka... - skrzywiła się.
- Co ty...? - wydusiłem będąc, nie powiem, w szoku.
- Myślisz, że bym tego nie wyczuła? Pachnie tobą, a ty nim... - odsunęła się ode mnie, krzyżując ramiona na piersiach.
- No tylko nie mów, że jesteś zazdrosna...! - spojrzałem na nią z niedowierzaniem.

<Zazdrosna Kiciu? XD>

Od Kichi Cd Sasuke

Obudziłam się za parę godzin i obolała wstałam z łóżka idąc do łazienki. Tam umyłam się szybko i ukradłam Sasuke jakąś bluzkę która była na mnie o wiele za duża. Rozczesałam niesfornie układające się, czerwone włosy i wyszłam z łazienkami. Ciel spał spokojnie, tak więc go nie budziłam. Okryłam go porządniej kocykiem i pocałowałam w czoło. Wyszłam z sypialni Sasuke. I poszłam do siedzących w salonie chłopaków. Widząc brata od razu poszłam się przytulić, dałam upust łzą, kuląc się w sobie. Do piero teraz można było zauważyć że byłam dość wychudzona, moja skóra była blada od braku słońca, a oczy miałam podkrążone.
-R-rin.... -Wyjąkałam wtulając się w niego.
-Spokojnie.... Już dobrze. -Szepnoł tuląc mnie do siebie.
-Bałam się. -Szepnełam tak by tylko on to usłyszał.
-Wiem, ale już jest dobrze, nigdy więcej nie zostawię cię samej.... -Szepnoł. -A teraz chcę zobaczyć mojego siostrzeńca. -Uśmiechnoł się do mnie. Otarłam łzy i skierowałam się w stronę pokoju. Wziąłem Ciel'a na ręce i zaniosłam do pokoju. Chłopiec był bardzo drobny, jednak dorzywiony i silny. Jego wielkie niebieskie oczy patrzyły ciekawie na nowe osoby i miejsce. A kępa czarnych włosów bardzo kontrastowała z jasną skórą. Itachi i Rin zaczęli się nim zachwycać jak baby, a ja zostawiłam im dziecko i podeszłam do Sasuke, tuląc się do niego, jak do poduszki.
-Tęskniłam za tobą.... -Szepnełam wzdychając jego cudny zapach.

Sasuke?

Od Sasuke CD Kichi

Zaprowadziłem Kichi do środka i przygotowałem jej miejsce w swojej sypialni. Położyła się, kładąc obok siebie Ciela i niemalże momentalnie zasnęła.
Mnie czekała rozmowa z bratem i oczywiście zadzwoniłem do Rina, któremu najpierw zrobiłem awanturę, że mi nic nie powiedzieli i wysłali tego sms-a z telefonu Kichi, a potem kanałem do siebie przyjechać.
Chcieliśmy porozmawiać na balkonie, ale od razu z dołu obstrzelały nas lampy błyskowe fotoreporterów i paparazzi, więc schowaliśmy się przed nimi w domu...
Kichi obudziła się po kilku godzinach...

<?>

Od Kichi Cd Sasuke

Uśmiechnęłam się do synka, który wtulił się w moje piersi i poszedł spać. Mnie samą znurzyło, oparłam głowę o szybę i Zamknęłam na chwilę oczy. Siedziałam spokojnie tuląc do siebie dziecko, mojego kochanego synka.... Po dwuch okropnie męczących mnie godzinach byliśmy w domu, a dokładniej w apartamencie Sasuke. Kiedy chłopak tylko podjechał pod drzwi, z domu wybiegł Itachi. Powoli wyszłam z samochodu, od razu zasłaniając oczy od słońca którego nie widziałam od roku. Sasuke razem z Itachi'm podeszli do mnie. Spojrzałam zmęczonym wzrokiem na Sasuke i delikatnie przytuliłam się do niego.
-Chcę mi się spać. -Szepnełam kiedy nagle Itachi zabrał od nas swojego bratanka. Uśmiechnął się do niego, a Ciel po raz pierwszy w życiu się rozpłakał. Jak oparzona zabrałam dziecko i zaczęłam go uspokajać, co nie trwało wcale długo.

Sasuke?

Od Sasuke CD Kichi

Nie mam pojęcia co zaszło, ani o co w tym wszystkim chodziło. To było jakieś totalnie zwalone... Kichi wróciła do pokoju, spojrzała na mnie. Nie wiedziałem co mam niby w takiej sytuacji zrobić...
- Jesteś najbardziej wkurwiającą dziewczyną jaką znam... - oznajmiłem w końcu jedynie i objąłem ją, zamykając w pewnym uścisku swych silnych ramion. Wtuliła się we mnie oddychając głębiej.
- Zabierz mnie stąd... - wyszeptała.
Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu. Posadziłem ją na tylnym siedzeniu. W tej chwili obok mnie pojawił się Fukari, trzymający Ciela.
- Nie jestem niańką, Sasuś. - powiedział z niezadowoloną miną.
- Eh, wiem... Ale wiesz jak jest... - westchnąłem biorąc od niego chłopca, który miał bardzo żałosną minę. Jakby miał się rozpłakać, co jednak nie nastąpiło. Dałem go Kichi, a sam usiadłem za kierownicą...
- Za dwie godziny będziemy w Tokio... - oznajmiłem patrząc w lusterku na dziewczynę, która leciutko skinęła głową, tuląc w ramionach Ciela...

<?>

Od Kichi Cd Sasuke

-Przestań mnie obrażać!!! -Warknęłam przyciskając go do ściany. -Ja nie jestem żadną Suką i nie masz prawa tak do mnie mówić. -Syknęłam.
-Ach tak? No właśnie widzę. -Wywarczał na mnie.
-Nie wkórwiaj mnie. -Ostrzegam. To co do mnie mówił zaczęło mnie denerwować, że zaczęłam zabijać, nie znaczy że kogo kolwiek się słucham, jestem im tu jak wrzód na dupie, a jestem tu tylko dla tego że sama nie byłam w stanie obronić chorego Sasuke i Ciela jednocześnie. Slender nie raz groził że ich zabiję, a był jedną z niewielu osób których się bałam.... A może nawet jedyną?
-Bo co? Jesteś tylko..... -Zaczoł jednak nie skończył bo dałam mu z całej pety w twarz.
-A spróbuj skończyć..... -Warknęłam. -Nikogo tu nie słucham i nie należę do tej bandy, a moja psychika siadała już dawno temu.... Wiesz co? Gniłam tu rok tylko dla tego że jestem za słaba aby przeciwstawić się 20 mordercą. Srałam się z tymi pojebami bo prubowałam was chronić, a ty, ty miałeś mnie w dupie, wyszedłeś ze szpitala i mnie olałeś. Fajny z ciebie..... W sumie to nawet nie wiem kim ty już dla mnie jesteś? Myślisz że chciałam wracać gdzieś, gdzie wszyscy mają mnie w dupie? -Warknęłam puszczając go i idąc  pod ścianę, kiedy nagle poczułam jak zjawia się za mną Slender, Warknęłam i dźgnęłam go w brzuch.
-Co ty robisz? -Usłyszałam w myśli i odwruciłam się do niego przodem uśmiechając się.
-Teraz się odwdzięczę. -Slender cofnął się i wyszedł z pokoju kiedy ja prdybliżałam się. Później dało się usłyszeć krzyki Slendera, przypominający ryk smoka. Skatowałam potwora, zabiłam najokrótniej jak potrafiłam. Czyli po prostu zabiłam ofiary z których czerpał energię życiową. Po chwili wróciłam do pokoju i usiadłam obok Sasuke, który miał już siniaka na policzku i rozciętą warge. Spojrzałam na niego.
-Nienawidzę cię..... Za to że tak bardzo cię kocham. -Szepnełam, oddychając głębiej.

Saskuś?

Od Sasuke CD Kichi

Spojrzałem na nią sam nie wiedząc czy bardziej wściekły, zaskoczony czy jedno i drugie. Chociaż chyba jedno i drugie.
- Co kurwa?! - wydarłem się w końcu.
- To co słyszysz. - odparła z jakże obleśnym uśmiechem.
- No chyba cię pojebało?! Liżesz im dupy, bo twój pojebany ojciec postanowił zrobić z ciebie ich zabawkę przeszło osiemnaście lat temu?! To jest jakiś bullshit! - ze złością trzasnąłem pięścią w ścianę z taką siłą, że posypał się tynk.
- Nikomu nie liżę dupy... - syknęła.
- Tak? Doprawdy? A tak byś to inaczej nazwała?! Ryruchali ci mózg, a ty się temu biernie poddałaś! Wiesz co? Myślałem, że jesteś inna! Że nie jesteś jakąś łatwą suką, którą od tak można sobie przywłaszczyć i zrobić z niej swoją dziwkę na posyłki! Zawsze to ty byłaś ta niezależna i nienawidząca jak jej się rozkazywało, mówiło co może, a co nie! Wiesz co?! Jebie to! Całe to gówno! Ale Ciela w to wciągać nie będziesz! - pojawiłem się przed nimi i pierdolnąłem wszystkich Chidori Nagashi, by znaleźć się przy kołysce i wyjąć z niej chłopca.
- Zostaw Ciela...! - wydusiła tłumionym okrzykiem.
- Nie ma mowy. To, że twój pojebany stary jest psycholem jak ta banda nie znaczy, że ma na tym ucierpieć Ciel. Lepiej by mu było w domu dziecka niż z tobą i tą żałosną zgrają fanatyków, do której widać należysz. - powiedziałem nienawistnie i podałem dziecko Fukariemu. Zniknął zabierając go. - Wiesz... Wkutwiłaś mnie... Ale teraz po prostu się tobą brzydzę... - oznajmiłem patrząc jej twardo w oczy.

<?>

wtorek, 28 czerwca 2016

Od Kichi Cd Sasuke

Minął rok od kąd Slender zmusił mnie do zostania jego Proxy. Szczerze podobała mi się ta robota. Mogłam być wolna i zabijać kogo tylko żywnie mi się podoba. Nikt już nie traktował mnie źle, a ja w ciągu roku dokonałam ponad 600 okrutnych zabójstw.
Dzisiaj siedziałam w swoim pokoju i wyjątkowo zajmowałam się Ciel'em cały dzień. Tak więc zamknęłam drzwi aby nikt mi nie przeszkadzał. Siedziałam z moim synem i usypiałam go, kiedy w domu było słychać dajcie się chłopaków. Ehhhh.... Co oni znowu robią? Przeszło mi przez myśl kiedy nagle ktoś postanowił wywarzyć mi drzwi. Trochę się wystraszyłam, nie powiem. Jednak kiedy w drzwiach ujrzałam Sasuke, poczułam zdziwienie jak i strach, a nawet złość?
-Sasuke.... -Szepnełam patrząc na niego z lekka smutno, może nawet trochę złowrogo.
-Kicia.... -Chłopak szybko do mnie podszedł i przytulił mnie do siebie. Następnie spojrzał na dziecko. Delikatnie odchyliłam Ciela od piersi i pokazałam mu jego słodką twarzyczkę. Sasuke delikatnie pogłaskał go po policzku po czym wzioł go na ręce. Uśmiechnąłam się słabo kiedy do pokoju zakradł się Jeff. Wszedł do środka jak gdyby nigdy nic i podszedł do mnie szarpiąc za nadgarstek. Saskuś walnoł go w rękę i szarpnoł mnie do siebie.
-Pojebało? -Spytał Jeff uśmiechając się psychicznie.
-Zostaw ją. -Syknoł.
Jeff przekrzywił głowę jak jaszczurka i uśmiechając się szeroko zaczoł się śmiać. Jego ochrypły głos odbijał się od ścian, zaczęłam się uśmiechać w podobny sposób.
-Nie wiem po co się fatygowałeś Sasuke, na prawdę nie wiem. -Powiedziałam odchodząc od niego i podchodząc do Jeffa.
-Po co? Jak to po co? Zabieram cię stąd!
-Killer słyszałeś?! -Wybuchliśmy śmiechem, Jeff złapał się za brzuch i upadł na ziemię.
-Już widzę jak slender cię puści.! -Zaśmiał się Toby który akurat wszedł do pokoju.
-Kicia? O co tu chodzi. -Spytał Sasuke, a ja podeszłam do niego i pokazałam mu moje ramię, na którym widniała wielka blizna. Koło skreślone x.
-Mój ojciec mnie tu sprzedał, jestem Proxy Slendera, to on decyduje co ze mną się dzieje. -Powiedziałam chłodno i zabrałam dziecko od niego. Ciel nigdy nie płakał, i teraz też tak było, odłożyłam go do kołyski i pocałowałam w czoło.


Sasuke? 

Od Sasuke CD Kichi

Któregoś dnia Kichi nie przyszła... Uznałem, że pewnie nie miała czasu, albo coś jej wypadło... No zdarza się. Nie przyszła jednak również dnia następnego i następnego... Napisałem do niej sms-a:
"Gdzie cię wcięło? Umarłaś czy jak? XD"
Szybko dostałem odpowiedź:
"Nie chcę cię nigdy więcej widzieć, nie przychodź do mojego domu, w ogóle odpierdol się od mojego życia. Nienawidzę cię."
Chciałem odpisać, ale zablokowała mi numer. Cholera. Co ją tak nagle ugryzło? Spytałem Itachiego, czy wie o czymś, ale zaprzeczył. Aha. Ekstra. Czyli tak po prostu stwierdziła, że mnie nienawidzi. Zajebiście. 


Minęły dwa tygodnie, zanim nie wyszedłem w końcu ze szpitala, a pierwsze gdzie pojechałem - ignorując zakaz brata i lekarzy twierdzących, że nie powinienem prowadzić po takim wypadku - to willa Okumury. Jednak nikt mi nie otworzył, a okna były pozamykane. Aha. Super. Nie to nie, nie będę z siebie idioty robił. Skoro nagle mnie nienawidzi, to proszę bardzo. Niech sobie nienawidzi. Nie będę przychodził i się starał, bo widać nie ma po co.


Przez długie miesiące rehabilitacji nie widziałem się ani z nią, ani z którymkolwiek z jej braci. I miałem wyjebane. Trudno. Nie mój problem. Nie widziałem ich wszystkich, a również... swojego dziecka, które najpewniej przyszło w tym czasie na świat... Itachi niemalże ze mną zamieszkał, stwierdził że musi się mną zająć. Czasem miałem wrażenie, że jakoś dziwnie na mnie patrzy, ale jego to nikt nie ogarnie, więc nie pytałem. W końcu wróciłem do gry z chłopakami i mieliśmy koncert, potem szykował się plan na trasę koncertową... 
No i zupełnie przypadkiem któregoś wieczoru w klubie zobaczyłem w Wiadomościach informację, że mija rok, od kiedy zaginioną Kichi Okumurę uznano za zmarłą, a śledztwo wciąż donikąd nie prowadzi. Co kurna? Jakie śledztwo? Jak to zaginiona? Co to ma być, do cholery?!
Od razu pojechałem do domu i wbiłem, by zrobić Itachiemu awanturę. O wszystkim wiedział. I nic mi nie powiedział. A sms wysłał mi wtedy jej brat. O czym Itachi również wiedział, ale nie chciał mi mówić, bo bym się, jak to ujął, "załamał".
Normalnie mnie szlag trafił! Nikt mi nie powiedział, że ona, a co za tym idzie również moje dziecko, została porwana i jest uznana za zmarłą?! No to są jakieś jaja! Bullshit!
Od razu jak skończyłem drzeć się na brata wyszedłem z apartamentu kierując się do auta. Wyjeżdżając z parkingu napisałem do jedynej osoby, która mogła mi w takiej sytuacji pomóc:
"Potrzebuję pomocy. Bądź tam za dwadzieścia minut."
Z piskiem opon wyjechałem na ulicę i pojechałem na obrzeża miasta do taniego klubu, gdzie miałem zwyczaj spotykać się z nim. Jeśli przez rok nikt jej nie znalazł, o tylko on może ją znaleźć...


Na miejscu byłem po dwudziestu minutach, a on już tam na mnie czekał. W tym samym pokoju na piętrze co zwykle. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Zanim zdążyłem się rozejrzeć, poczułem jak ktoś z dużą siłą przyciska mnie do ściany, zamykając jednocześnie drzwi kopniakiem. Rozległ się dźwięk przekręcania klucza w zamku.
- Dawno się nie widzieliśmy, skarbie... - powiedział tym swoim przesłodzonym głosem. Poczułem jego chłodną dłoń pod swoją koszulką i jak muska paznokciami me mięśnie brzucha, "niechcący" zahaczając o podbrzusze.
- Potrzebuję, byś znalazł... - zacząłem z trudem się skupiając, bo jego dotyk doprowadzał mnie do szaleństwa.
- Wiem, wiem... Już zdążyłem się zorientować... - przerwał mi, zbliżając bardziej swą chudą, trupio-bladą twarz do mojej.
- Znajdziesz ją? - wystękałem, kiedy nieco docisnął swoją miednicę do mojej, dodatkowo mnie drażniąc.
- Oczywiście... Dla ciebie wszystko, skarbeńku... - odparł i polizał mój policzek. Zadrżałem, kiedy paznokciami przejechał poniżej mych nerek. - Ale wiesz, że jak zawsze nic za darmo... - dodał mocno łapiąc mnie za nadgarstki i unosząc je nad moją głowę.
- Wiem... - odparłem i przygryzłem jego wargę, kiedy musnął ustami me usta.
- Mm... To płacimy z góry... - wyszeptał mi do ucha, podciągając mi wysoko koszulę, której po chwili już nie miałem...

Kiedy obudziłem się następnego dnia rano, jego już nie było. Przeciągnąłem się ospale i ziewnąłem... Ough... Jednak nogi mnie bolały... Potarłem zmęczone uda i wstałem nieco krzywo, by zebrać swoje ubrania rozrzucone po ziemi, a potem zniknąć w łazience. Długi, ciepły prysznic nieco mnie rozluźnił i pozwolił ukoić obolałe po nocy mięśnie. Kiedy wyszedłem z łazienki, poszedłem do kuchni. Na stole czekało na mnie śniadanie, omlet z pomidorami, oraz karteczka z serduszkiem. Parsknąłem pod nosem i zabrałem się za jedzenie.

Odezwał się następnego dnia i dał mi wytyczne gdzie mam iść... Oczywiście się tam udałem, a było to dość spory kawałek za Tokio, więc droga zajęła mi ponad półtorej godziny. Jakaś rozpadająca się rudera, czytać wielkie, stare zamczysko. Wtf...? Kiedy wysiadłem z samochodu, obok mnie pojawił się Fukari.
- Dzień dobry, kochanie. - powiedział całując mnie.
- Cześć, Fukari. Gdzie ona jest? - spytałem.
- Od wejścia schodami w górę i na lewo. - odparł słodkim jak miód głosem. - Idę z tobą. - dodał.
- To chyba nawet i lepiej... - westchnąłem, by ruszyć w stronę walącej się na pozór ruiny.
Wejście nie było trudne. Gorzej w środku, bo co chwila coś/ktoś wyskakiwał i starał się mnie zabić. Super. Fukari był oczywiście bardzo pomocny, bo jego Kosa Śmierci była wybitnie wręcz przydatna, tak samo jak demoniczne zdolności. W sumie nie ogarniam jak to działa, że jest Demonem, który został Shinigami, no ale kto go tam wie. Wolę nie wnikać. Póki wykonuje moje polecenia i oboje jesteśmy zadowoleni z układu, do póty jest dobrze.
Wbicie na piętro było uciążliwe w diabli, bo przeciwników było sporo i to nie byle jakich, ale w końcu byliśmy pod odpowiednimi drzwiami. Zamknięte od środka.
- Fukari... - spojrzałem na Demona, a ten zrozumiał o co mi chodzi i uderzył w drzwi kosą. Drzwi wyleciały z hukiem z zawijasów, łamiąc się w drzazgi, a my weszliśmy do środka. Na łóżku siedziała Kichi, tuląc do siebie małe zawiniątko... Z początku przerażona, potem z ulgą w oczach wyszeptała moje imię.


<?>

Syn Kichi I Sasuke


"Świat jest piękny! Tylko trzeba chcieć to zobaczyć!"
Imię: Ciel
Nazwisko: Okumura/Uchiha
Wiek: 10 lat
Płeć:Chłopiec
Wygląd zewnętrzny:
~ wzrost: 158 cm
~ waga:  45 kg
~ cechy charakterystyczne opaska na oku
~ kolor oczu Niebieski
~ kolor włosów Czarne
Orientacja: (Hetero)
Cechy Charakteru: 
Ciel był chorowitym dzieckiem, przez co rzadko bywał na przyjęciach i innych eventach, co sprawiło, że wstydził się obcych.Spędzał dużo czasu z rodzicami, do których był bardzo przywiązany. W dniu urodzin, gdy mama obiecała, że będzie mógł spać w jej pokoju, był wielce uradowany. Był pogodnym dzieckiem, tak jak każdy w jego wieku lubił się bawić z rówieśnikami, a najbezpieczniej czuł się w łóżku rodziców.Ciel jak na swój wiek jest poważny i rzadko kiedy się uśmiecha. Jest bardzo mądry i błyskotliwy, jak i również chytry i oschły dla otoczenia. Lecz w głębi serca jest nadal małym chłopcem, który potrzebuje ciepła. Również pokazał, że nie byłby w stanie zabić członka swojej rodziny chociaż sam temu zaprzecza.Mimo usilnych starań, Ciel dalej jest dzieckiem i Sebastian tak go traktuje.
Głos:
Praca: Chyba jest troszku za młody
Żywioły: 
Ogień (wrodzona)
Jutsu: Jak mnie Papa nauczy to będę potrafił!
Narzędzia:
-Katana
Klasa: Podstawówka...
Rodzina: 
-Uchicha Sasuke (Tata)
-Kichi Okumura (Mama)
-Orochimaru (dziadzio!)
-Itachi Uchiha (Wujaszek!)
-Log (Zły wujaszek!)
-Rin Okumura ( Też wujek.....)
-Mitsuki (Wujko-kuzyn)
-Satoshi/ Haruka -Bracia...Młodsi
Zauroczenie: COOOO?
Partner: FUJ!
Inne zdjęcia:
Gdy dorośnie
Inne informacje:
-Ciel nienawidzi kotów, gdyż w przeszłości jeden wydrapał mu oko.
Kontakt: rybka34

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Od Kichi Cd Sasuke

-Dziękuję...... Jak się czujesz? -Spytałam i delikatnie go przytuliłam.
-Bywało lepiej. -Uśmiechnoł się do mnie, pocałowałam go czule.
-Cieszę się. Kiedy wychodzisz?
-Za tydzień, przynajmniej tak mówią lekarze. -Mruknoł i zatopił nos w moich włosach.
-Nie dają sobie spokoju co? -Spytałam patrząc na paparazzi za drzwiami.
-Nie.....-Odparł patrząc na nich, westchnęliśmy głębiej, a wtedy wszedł Itachi z jakimiś zakupami.
-Hej Kichi. -Uśmiechnoł się do mnie, a ja szybko odwzajemniłam uśmiech.
-Hej Itachi. -Powiedziałam ciepło, brat Sasuke był całkiem fajną osobą i mimo że na początku miał do mnie zastrzeżenia, to po tem się do mnie przekonał. Rozmawialiśmy długo w sumie jak zwykle, przy nich czułam się na prawdę dobrze. W końcu u mnie w domu panowała okropna atmosfera. Jednak kiedyś musiałam do niego wrócić. Rin podjechał samochodem pod szpital a Paparazzi prawie weszło nam na samochód! No ale to szaleni ludzie!
Jechaliśmy przez setki ulic w końcu Tokyo, to ogromne miasto, aż w końcu dojechaliśmy do domu. Weszłam do budynku i omiotłam go wzrokiem, po czym cicho westchnęłam. Rin jechał jeszcze do pracy, a ja miałam zostać sama. Bałam się, poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę, Sebastian i Claude mieli "wolne" dla tego też ja robiłam jedzenie. Wziąłem talerz i poszłam do swojego pokoju. Tam usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach i zaczęłam grzebać w internecie, nie robiąc nic konkretnego. Kiedy nagle poczułam okropny ból w głowie, oraz słyszałam silny pisk w uszach. Spojrzałam na chwilę w okno, łapiąc się za głowę. Tam, na skraju lasu, stała wysoka dwu metrowa postać, o nadwyraz długich kończynach, wręcz nieproporcjonalnych do ciała. Ubrana była w garnitur, a jej twarz, ona jej nie posiadała. Zamknąłem szybko oczy i zwinęłam się z bólu kiedy poczułam na sobie czyjś dotyk. Spojrzałam w górę i zobaczyłam przed sobą tą postać. Stała i trzymała rękę na moim ramieniu "wpatrując" się we mnie. Chuk w głowie nasilił się..... Zemdlałam.

Nie wiem po jakim czasie otworzyłam oczy, jednak zaówarzyłam wiele nowych twarzy nad sobą. Rozmawuali o czymś....
-Masky! O-ona się c-chyba budzi. -Wyjąkał chłopak z czarną, zupełnie gładką twarzą i z czerwonym odwróconym do góry nogami uśmiechem.
-Po co Slender ją przyniósł? Wygląda zbyt niewinnie.... -Powiedział chłopak z białą maską na twarzy na której był namalowany uśmiech z krwi.
-Ma to samo znamię co my.... -Zaczoł chłopak w żółtych goglach.
-Jakie znamię? -Spytałam podnosząc się do siadu, łapiąc za obolałą głowę.
-To.... -Powiedział ten sam co wcześniej chłopak odsłaniając swoje ramię, pokazując mi znamię. Miałam dokładnie takie same, tylko moje było tam od zawsze.
-Jestem Ticcy Toby, a ty? -Spytał goglowiec.
-Kichi..... -Szepnełam patrząc po nich wszystkich.
-Ej dzieciarnia! Slendy chce porozmawiać z nową. -Mruknoł chłopak którego twarz tak często widzę w koszarach, chłopak złapał mnie za nadgarstek a ja ugryzłam go w rękę do krwi.
-Suka! -Przełknoł, puszczając mnie, zlizałam krew z kłów i spojrzałam na niego pełnym nienawiści i chęci mordu wzrokiem.
-Nie dotykaj mnie tymi brudnymi łapami. -Wysyczałam i sama wstałam idąc na intuicję, nie wiem skąd ale kojarzyłam ten dom. Po chwili weszłam do gabinetu Slender'a.
-Czego chcesz? -Walnełam z gróbej rury i usiadłam na fotelu na przeciwko niego.
-Czego chcę? To nie wiesz moja droga że twój ojciec oddał nam cię? -Spytał patrząc na mnie.
-Jak to? -Spytałam zaskoczona.
-Gdy byłaś mała twój ojciec oddał cię nam z umową iż zabierzemy cię do piero gdy znajdziesz w ciążę, aby wyszkolić ciebie i twoje dziecko na moich Proxy.
-Proxy? -Spytałam
-Osoby wyręczające mnie w zabójstwach. -Mruknoł.
-Nie zgadzam się.... -Warknęłam.
-A więc cię zabiję.
-A może wyręczą cię Proxy? Będzie ciekawiej. -Zadrwiłam, a ten wkurzony nachylił się nade mną. Uśmiechnąłam się kpiąco i splunęłam mu w twarz. Ten otarł ślinę i wściekły znowu zaczoł z tymi piskami i bólem głowy. Spojrzałam na niego wyzywająco, a on jakby przestał?
-Podobasz mi się, nie miękniesz. -Szepnoł Slender. -Czy tego chcesz czy nie zostaniesz moją Proxy, a twoją śmierć upozorujemy. -Rzekł a moje ciało przebiegł dreszcz i rzopacz

Saskuś?


Od Sasuke CD Kichi

Przygryzłem wargę, ale skoro nie chciała widać o tym mówić, to nie pytałem. Nie miałem na to siły, jeszcze do tego wrócę.
- A jak ty się czujesz? - spytałem nieco chropowato.
- W porządku. Lepiej niż ty. - odparła.
- Daj spokój... nie jest tak źle... - zamknąłem oczy starając się wziąć głębszy wdech, co trochę zabolało, no ale cóż...

Itachi siedział przy mnie cały czas, nawet w nocy, a Kichi przychodziła tak często jak mogła. A raczej tak często, jak pozwalali jej bracia. Akurat zostałem z nią sam na sam, a tego dnia obudziłem się rano chorendalnie zbolały. Zwijałem się z bólu i myślałem, że się autentycznie popłaczę. Tak mnie naszprycowali lekami, że byłem jak najebany.
- Hej, mała. - przywitałem się kiedy weszła.
- Ohayo, jak tam? -zapytała podchodząc i siadając na krześle przy łóżku. - Przyniosłam ci jakieś książki, gdybyś się nudził. Itachi powiedział, że lubisz te o psychologii, to jakieś takie ci znalazłam. Pani w księgarni poleciła. - dodała kładąc na szafce trzy książki.
- Dzięki... Czuję się w porządku... - odparłem. - A ty dzisiaj bardzo ładnie wyglądasz... - dodałem unosząc sugestywnie brwi.

<?>

Od Kichi cd Sasuke

Lekarze położyli Sasuke i po chwili uspokoili krwawy kaszel, wstrzyknęli mu jakiś lek i poszli. 
Usiadłam obok niego i pogłaskałam go delikatnie po policzku.
-Przepraszam.....-Szepnęłam i delikatnie go przytuliłam.
-Za co?-Spytał kładąc rękę na moje plecy. -Przecież to nie twoja wina.
-Moja, właśnie że moja, gdybym nie dostała w nocy histerii nic by ci się nie stało. 
-Kichi?! Przecież ktoś próbował poderżnąć ci gardło! -Warknął Log. -Przestań go przepraszać. -Dodał.
-Wyjdź stąd. -Powiedziałam krótko, jednak tak oschle i zimno, że przez mojego brata przeszedł dreszcz. Jeszcze nigdy nie powiedziałam nic takim tonem, wszyscy spojrzeli po mnie zaskoczeni.
-Robię to co uważam za słuszne.-Syknęłam gorzej niż bazyliszek.
-Kicia?-Spytał Sasuke, patrząc na mnie wielkimi oczami.
-Tak?-Spytałam słabo.
-Jak to? Co on mówi?-Spytał jakby.....Wystraszony (?)
-Polują na nią mordercy z najwyższej półki.....-Syknął Log. 
-LOG!-Warknęłam piorunując go spojrzeniem.-Mówiłam byś wyszedł. -Wysyczałam, podobnie jak robił to mój ojciec gdy był zły. 
-Kichi? To prawda?-Chłopak ujął mój policzek. 
-Nie, gada od rzeczy. Jakiś psycho fan wparował mi przez okno i zaczął się do mnie dobierać, ale nic mi nie zrobił. -Uspokoiłam go  położyłam głowę na jego brzuchu.

Sasuke?

Od Sasuke CD Kichi

Obudziłem się po nie mam pojęcia jak długim czasie, ale wszystko mnie bolało i byłem otępiały. Ostatnie co pamiętam, to jak ta laska wyszła mi pod koła, a dalej nic. Pustka. Cicho stęknąłem zbolały. Cholera... Wszystko mnie bolało...
- Kurwa... - wydusiłem, a mój głos był tłumiony przez coś co miałem na twarzy. Respirator... (?) W tej chwili poczułem jak ktoś mocno mnie przytula. Na tyle mocno, że moje niechybnie obite, jeśli nie połamane, żebra zabolały dość solidnie. Syknąłem z bólu.
- Sasuke...! - doszedł mnie znajomy głos. Kichi.
- Nie ściskaj mnie tak... - wydusiłem jedynie. Od razu uścisk zelżał.
- Nawet nie wiesz jak się bałam... - oznajmiła całując mnie w czoło i ujmując moją twarz w swoje dłonie.
- Co się w sumie stało...? - spytałem.
- Miałeś wypadek. Byłeś prawie dwa tygodnie nieprzytomny. Masz połamane pięć żeber, zmiażdżony nadgarstek, złamaną nogę z przemieszczeniem, wstrząśnienie mózgu i obite kilka organów. To i tak dobrze, jak na taki wypadek. Lekarz mówi, że z tego wyjdziesz, chociaż nieprędko i bez długiej rehabilitacji się nie obejdzie... - oznjmił Itachi, stojący pod oknem. Patrzył na mnie z troską. - No i jest jeszcze jedna rzecz, o której chyba powinieneś wiedzieć...- dodał, ale zanim zapytałem, dostrzegłem zamieszanie za drzwiami. Dziennikarze i paparazzi. Do Kichi? - Wydało się, że ty to Andy Biersack i trasa koncertowa musiała zostać odwołana. - powiedział.
- Ż-że co..? - spojrzałem na niego z niedowierzaniem, ale do sali wbili reporterzy, których nie dali rady zatrzymać lekarze. Oślepiło mnie światło lamp błyskowych, aż oczy bolały. Zrobił się straszny hałas, zacząłem kaszleć krwią. Ochrona zaczęła wyrzucać prasę, w trakcie kiedy lekarze starali się mi pomóc. 


<?>

Od Kichi cd Sasuke

Mówiłam bratu żeby to on go przywiózł, albo abym to ja do niego pojechała, jednak mój brat się uparł, a jego uparcie się, skończyło się tragicznie, o 5 nad ranem dowiedziałam się że Sasuke, mój pierzak miał wypadek, a teraz leży w śpiączce farmakologicznej, w szpitalu z ciężkimi ranami. Od razu tam pojechałam, przy okazji obwiniając o wszystko Rin'a. Teraz nie dość że byłam przerażona, a każdy krok sprawiał iż coraz bardziej miałam ochotę się schować. Ciągle miałam wrażenie że coś za mną jest, ciągle czułam ten oddech na szyi, a kiedy zamykałam oczy widziałam jego twarz. Kiedy tylko podjechaliśmy pod szpital, wyszłam z samochodu jak oparzona i od razu skierowałam się do sali gdzie leżał Sasuke. Ja już na prawdę dostawałam do głowy, miałam tego dość, czemu muszę stracić wszystko co dla mnie ważne? Czemu wszyscy przeze mnie cierpią?  Usiadłam przy Sasuke całkowicie olewając jego brata, który widocznie był zaskoczony.....Moim brzuchem? 
jednak nie teraz to było ważne, liczył się tylko on, ujęłam jego dłoń, oraz policzek i delikatnie musnęłam jego usta. 
-Sasuke.....-Szepnęłam, czując łzy spływające po policzkach, jednak tyle co się dzisiaj wypłakałam wyszło na to, że teraz z moich oczu płynęła krew z łzami. Rin szybko podszedł do mnie i zaczął coś gadać, ale ja byłam jak głucha i ślepa, w tym momencie był tylko on.
W końcu zostawili nas samych.
-Przepraszam.....-Szepnęłam, zaczynając cicho śpiewać......


Położyłam głowę na jego piersiach i przytuliłam się do niego, czując okropne znęcenie. Tak wiec na pół siedząco zasnęłam przy nim, nie mając zamiaru odejść, nawet na chwilę.

Saskuś?

Od Sasuke CD Kichi

Po powrocie do domu po spotkaniu z chłopakami i menadżerem szybko się przebrałem, a już po kilkunastu minutach przyjechał Itachi. Pogadaliśmy, zrobił kolację... Ogólnie fajnie. Pościeliłem mu kanapę i sam poszedłem spać, bo byłem zmęczony... W środku nocy zaczął dzwonić mój telefon. Nie miałem najmniejszej ochoty odbierać, chciałem spać. I to wszystko... Ale natręt się nie odczepił. W rezultacie przyszedł Itachi i to on odebrał...
- Sasuke, Kichi prosi, żebyś do niej przyjechał. A dokładniej w jej imieniu jej brat, Rin. - powiedział starając się mnie obudzić...
- Jest jakaś trzecia... - wymruczałem nie kryjąc niezadowolenia.
- Sasuke... Pojedź... - powiedział podając mi komórkę. Jęczałem jeszcze chwilę, ale w końcu ubrałem się i pojechałem.
Po drodze byłem tak nieprzytomny, mimo trzech kaw, że autentycznie zasypiałem za kółkiem. No i na którymś skrzyżowaniu pod koła wyszła mi jakaś nawalona laska. Gwałtownie zahamowałem, a samochód aż zarzuciło. No i straciłem panowanie nad wozem.
~ Cholera... ~ udało mi się jeszcze pomyśleć, zanim auto nie uderzyło w metalowy śmietnik i nie wykonało fikołka. Dalej pamiętam jeszcze tylko jak mną rzuca, by w końcu samochód uderzył w znak, wybiła się przednia szyba, a ja uderzyłem w coś głową i nie wiem co było dalej. Nic nie pamiętam



<?>

Od Kichi Cd Sasuke

Ci dziennikarze.....Ehhhh, jak zwykle nie udzielałam im wywiadu po prostu siedziałam w domu. Puściłam przykładowy utwór BVB, aby ich nie słyszeć, chodź nie wiem co bardziej mnie denerwowało czy ter ryk uznawany przez Saska śpiewem czy drący się dziennikarze. Powoli miałam tego dość, kiedy usłyszałam krzyk Rin'a i Log'a.
-KICHI NA DUŁ! -Krzyknęli a ja szybko ubrałam luźniejszą bluzkę i zeszłam na dół.
-Czemu mamy w paparazzi przed domem? -Spytał Log.
-I co oni pierdolą o tej ciąży?-Spytał Rin.
-.....-Nic nie powiedziałam.
-Kichi? Coś ty zrobiła?-Spytał Rin, kładąc delikatnie rękę na moim ramieniu.
Poczułam łzy pod powiekami, wtuliłam się w brata i zaczęłam płakać. 
-J-Ja.....Zrobiłam coś głupiego, a-a teraz....-Urwałam. -Ja jetem w tej głupiej ciąży.....-Zapłakałam.-Ja nie chcę, boje się, chcę do taty! -Pisnęłam niczym pięciolatka, ja na prawdę się bałam, a ojciec zawsze, ale to zawsze umiał mi pomóc. Rin tulił mnie mocno, gładząc mnie po plecach.
-Kto jest ojcem?-Spytał Log, a w tym momencie poczułam jakbym w gardle miała kulę bilardową. Przełknęłam ciężko ślinę.
-S-Sasuke.-Szepnęłam wtulając się mocniej w Rin'a.
Log wyglądał na wkurzonego, jednak opanował nerwy by spytać "Czujesz coś do niego? Do tego gnoja?"
-To nie gnuj! Kocham go.....Przynajmniej tak myślę- Szepnęłam. 
-Tak myślisz? A może po prostu wmawiasz to sobie bo nie chcesz zostać sama?-Spytał Log.
-Ja.......-Urwałam. -KOCHAM GO! SZCZERZE GO KOCHAM! TAKIEGO JAKIM JEST!!!!-Wykrzyknęłam, a Log przytulił mnie lekko, co nie powiem zdziwiło mnie. Wtuliłam się w nich, oraz rozpłakałam się na dobre. Uspokoiłam się chyba dopiero po godzinie. Później zjadłam kolację i poszłam do pokoju. Wzięłam piżamę i weszłam do łazienki gdzie wzięłam szybki prysznic. Kiedy wyszłam z łazienki, podeszłam do biurka i usiadłam przy nim zaczynając myśleć o tym wszystkim. To po woli mnie przerastało. Sięgnęłam po telefon i otworzyłam czat z użytkownikiem 'Naruto".
~"Hej" Ja o 22:32
~"Hej! Co tam?" Naruto o 22:45
~"Wszystko do dupy...." Ja o 22:45
~"Jak to? Co jest kiciu?" Naruto o 22:46
~"Ja, sobie nie radzę... Zrobiłam głupotę, a teraz nie 
potrafię poradzić sobie z konsekwencjami" Ja o 22:47
~"Kichi? Co się stało?" Naruto o 22:47
Rozmowa z użytkownikiem Naruto, czas trwania 1:34 h.

Odłożyłam telefon i położyłam się na łóżku, kiedy nagle zdałam sobie sprawę że coś tu jest nie tak. Okno....Okno było otwarte, a byłam pewna iż je zamykałam, chodź nie, ja go w ogóle nie otwierałam. Powoli podeszłam do okna i zamknęłam je, w pokoju było ciemno, a jedynym źrudłem światła był księżyc w pełni, przez co mój mózg zaczął wymyślać miliony strasznych scen. Usiadłam z powrotem do łóżka i zakryłam się kołdrą, próbując zasnąć. Gdy nagle poczułam oddech na swoim karku, coś lub ktoś był tuż za mną. Czułam jak serce mi staje, wstrzymałam oddech i odskoczyłam przerażona, spadając z łóżka, na nogi, zachwiałam się jednak i runęłam na ziemię. Spojrzałam na pochylonego nad łóżkiem chłopaka, o czarnych jak noc włosach, białej, szorstkiej skórze i tym psychicznym wyciętym czymś ostrym uśmiechu. Jego oczy nie posiadały powiek, było z nim coś nie tak i nie tylko wygląd. Chłopak pożerał mnie wzrokiem, psychicznym spojrzeniem od którego nie mogłam oderwać wzroku. Chciałam krzyknąć, jednak on jednym, szybkim ruchem znalazł się obok mnie i zasłonił mi usta dłonią.
-Ciiiiiii.....Idź spać.-Szepnął, przyciskając mnie do ziemi tym swoim wielkim cielskiem. Ugryzłam go w rękę i wydarłam się jakby mnie skórowano. W jednej chwili, w pokoju znalazł się Rin, cały płoną w niebieskim płomieniu, a w ręku dzierżył katanę. Chłopak czym prędzej uciekł przez uchylony balkon. oddychałam nie równo i nie spokojnie, a w moich oczach roiło się od łez. Rin schował katanę i podszedł do mnie, po czym mnie przytulił. Dopiero wtedy zobaczyłam iż za nim stoją moi pozostali dwaj bracia. 
-Już dobrze.....Kiciu, już go nie ma. -Szepnął.
-Ja.....Ja....Chcę do Sasuke.-Szepnęłam a dwie łzy spłynęły po moich policzkach.

Saskuś?