Obudziłem się po nie mam pojęcia jak długim czasie, ale wszystko mnie bolało i byłem otępiały. Ostatnie co pamiętam, to jak ta laska wyszła mi pod koła, a dalej nic. Pustka. Cicho stęknąłem zbolały. Cholera... Wszystko mnie bolało...
- Kurwa... - wydusiłem, a mój głos był tłumiony przez coś co miałem na twarzy. Respirator... (?) W tej chwili poczułem jak ktoś mocno mnie przytula. Na tyle mocno, że moje niechybnie obite, jeśli nie połamane, żebra zabolały dość solidnie. Syknąłem z bólu.
- Sasuke...! - doszedł mnie znajomy głos. Kichi.
- Nie ściskaj mnie tak... - wydusiłem jedynie. Od razu uścisk zelżał.
- Nawet nie wiesz jak się bałam... - oznajmiła całując mnie w czoło i ujmując moją twarz w swoje dłonie.
- Co się w sumie stało...? - spytałem.
- Miałeś wypadek. Byłeś prawie dwa tygodnie nieprzytomny. Masz połamane pięć żeber, zmiażdżony nadgarstek, złamaną nogę z przemieszczeniem, wstrząśnienie mózgu i obite kilka organów. To i tak dobrze, jak na taki wypadek. Lekarz mówi, że z tego wyjdziesz, chociaż nieprędko i bez długiej rehabilitacji się nie obejdzie... - oznjmił Itachi, stojący pod oknem. Patrzył na mnie z troską. - No i jest jeszcze jedna rzecz, o której chyba powinieneś wiedzieć...- dodał, ale zanim zapytałem, dostrzegłem zamieszanie za drzwiami. Dziennikarze i paparazzi. Do Kichi? - Wydało się, że ty to Andy Biersack i trasa koncertowa musiała zostać odwołana. - powiedział.
- Ż-że co..? - spojrzałem na niego z niedowierzaniem, ale do sali wbili reporterzy, których nie dali rady zatrzymać lekarze. Oślepiło mnie światło lamp błyskowych, aż oczy bolały. Zrobił się straszny hałas, zacząłem kaszleć krwią. Ochrona zaczęła wyrzucać prasę, w trakcie kiedy lekarze starali się mi pomóc.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz