poniedziałek, 4 lipca 2016

Od Sasuke CD Kichi

Zamruczałem zadowolony, kiedy poruszyła biodrami, drażniąc mnie chcąc nie chcąc. Na moment rozłączyłem nasze usta, byśmy zaczerpnęli oboje tchu. Wtedy powiedziałem:
- Niegrzeczna jesteś... - mruknąłem czując jej dłoń wysoko na swym udzie.
- Za to ty jesteś aniołkiem... - wydyszała przekornie. Uśmiechnąłem się zawadiacko pod nosem, by znów ją pocałować...

Kolejne cztery miesiące były dla nas obojga dość luźne. Ja kolejną trasę miałem dopiero w przyszłym roku, a koncerty w tym sezonie właściwie miałem już za sobą, właśnie skończyłem nagrania do nowej płyty z chłopakami, a debiut miał być tego wieczoru na stadionie... Z kolei Kicia nie miała już pokazów, nową płytę właśnie kończyła nagrywać, w kosza grać nie mogła... Tak więc był luz.
No i tego wieczora miałem mieć ostatni koncert w tym sezonie, na którym mieliśmy przedstawić swoją nową płytę. Kicia została z Cielem w domu, bo mały był przeziębiony, a ja pojechałem na stadion.
Impreza skończyła się o pierwszej nad ranem. Kiedy już byłem w aucie i miałem jechać do domu, spojrzałem na telefon. Dwa nieodebrane połączenia od Kici i trzy sms-y. Coś się stało? Zaniepokojony odblokowałem ekran i przeczytałem treść wiadomości.

Wracaj szybko! Mam niespodziankę! ~ Kicia o 19:46
Pierzaku, zadzwoń jak tylko zejdziesz ze sceny! Muszę ci coś powiedzieć! ~ Kicia o 20:13
Kochanie kup mi lody miętowe i czekoladę z orzechami jak będziesz wracał i w sumie to nie dzwoń. Chcę ci to powiedzieć normalnie. Nie mogę sie doczekać! ♡ ~ Kicia o 21:09

No i gdzie ja jej znajdę o tej godzinie lody i czekoladę? Pojechałem do sklepu, w końcu znalazłem jakiś otwarty. Lodów miętowych nie było, była tylko orzechowa czekolada, więc jej kupiłem, a potem przeleciałem chyba ze cztery, zanim nie znalazłem dla niej tych lodów i w końcu pojechałem do domu. Wszedłem zamykając za sobą drzwi. Przywitał mnie Kuro, który wprowadził się razem ze mną, miał już biedak 9 lat, ale trzymał się wyjątkowo dobrze. Otarł się o moje nogi mrucząc. W tej chwili ze schodków zbiegła piorunem Kicia. Podbiegłem do niej łapiąc ją.
- Boże święty nie lataj tak po tych schodach, bo spadniesz i sobie krzywdę zrobisz. Zawału dostanę przez ciebie, kobieto. - powiedziałem z trudem utrzymując ją na miejscu, normalnie rozsadzało ją energią.
Skąd w niej tyle siły o takiej chorej godzinie? Była prawie druga nad ranem! W dodatku w jej stanie, to była końcówka siódmego miesiąca, a jej brzuch utrudniał jej już poruszanie... No ja zejdę kiedyś przez nią ze stresu, że sobie coś zrobi.
Jednak ona nie zwracając uwagi na moją troskę i to, że trzymam w torebce te lody i czekoladę, rzuciła mi się na szyję z takim impetem, że chyba cudem nie wylądowaliśmy oboje na glebie i pisnęła rozradowana ściskając mnie jak wariatka:
- Bliźniaki...! - piszczała trzęsąc się z radości. No kopara mi opadła.
- Że cooooo...? - spojrzałem na nią szeroko otwartymi oczami.
To by wyjaśniało jej ostatnie ciągłe zmęczenie i wzmożone nudności, strasznie zmienny nastrój i wręcz kolosalne zachcianki, jednego dnia potrafiła mnie wysłać do sklepu piętnaście razy, za każdym po co innego... Również tłumaczyłoby to to, że jej brzuch był jakoś nadto duży. Może i to był ten siódmy, prawie ósmy miesiąc, ale i tak...
Ona tylko pocałowała mnie namiętnie.
- Sama nie mogłam uwierzyć...! - cały czas mnie do siebie tuliła. Wtedy zauważyła torebkę, którą trzymałem i zanim się otrząsnąłem zabrała mi ją i uciekła do salonu.
Kiedy w końcu byłem w stanie się ruszyć, a pierwsze zaskoczenie minęło, poszedłem za nią do salonu. A Kicia co? Siedzi na kanapie z miną zadowolonego przedszkolaka zajadając się już drugim pudełkiem lodów i zagryzając czekoladą. Jezusie, czego ona się nawciągała? Podszedłem i spojrzałem na nią uważnie, wciąż będąc w szoku.
- Ty tak serio? - spytałem.
- Jak najbardziej serio! - odparła przyciągając mnie do siebie i siarczyście całując, po czym wróciła do zajadania lodów. - A te lody są pyszne! Właśnie na to miałam ochotę, pierzaku! - dodała wielce zadowolona.
- Nie pochorujesz się? - spytałem patrząc ostrożnie jak kończy drugie pudełko. Zaśmiała się tylko, dając mi pstryczka w nos.
- I tak jestem gruba i to dzięki tobie, więc cichaj. - parsknęła.
Zamyśliłem się analizując raz jeszcze to, co powiedziała mi wcześniej... Ona w tym czasie dokończyła lody i czekoladę. W końcu uśmiechnąłem się szeroko, by ją przytylić.
- Ty moja mała... - zacząłem, biorąc ją na ręce, ta, tutaj też było wyjaśnienie tego, że już nie była takim piórkiem jak wcześniej, ale przerwała mi:
- Dzięki tobie wcale już nie taka mała. Przez ciebie jestem gruba i to dwa razy. - zaśmiała się. Miała fenomenalny nastrój i dobrze. Kiedy ona się cieszyła, ja również się cieszyłem. Pocałowałem ją w odpowiedzi i zaniosłem na górę.
Oboje się przebraliśmy i poszliśmy się położyć. Jeszcze dużo rozmawialiśmy, by w końcu zasnąć...
O jakiejś czwartej obudziłem się szturchany w ramię... Otworzyłem powoli zaspane oczy ziewając.
- Pierzaku... - zamruczała Kicia.
- Yes, honey...? - ziewnąłem przeciągle, przecierając zaspane oczy.
- Mam ochotę na sok z pomarańczy... - oznajmiła patrząc na mnie oczkami proszącego pieska. Jęknąłem.
- Jest w lodówce... - wyjęczałem. Była czwarta...!
- Ale taki świeżo wyciskany... - upierała się.
- Zrobię ci do śniadania... - wyjęczałem. Zrobiła smutną minę.
- Ale ja chcę teraz... - powiedziała żałośnie.
- Dobra, idę zrobić ci sok. - od razu wstałem wiedząc już, że ten głos oznacza, że jak nie zrobię tego, o co prosi, to będzie się foszyć kolejne dni niemiłosiernie.
Zbiegłem po schodach i poszedłem do kuchni zrobić dla niej ten sok. Po kilku minutach wróciłem na górę niosąc jej dużą szklankę z pomarańczowym napojem. Usiadłem obok niej na łóżku i podałem jej naczynie.
- Te twoje humorki mnie wykończą... - pokręciłem głową z dezaprobatą, ale czule się uśmiechnąłem.

<?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz