Przewróciłem oczami.
- Metal powinien być głośny. - powiedziałem jedynie i cmoknąłem ją w policzek, na co zaśmiała się.
Reszta dnia minęła nam dosyć spokojnie, ja jeszcze musiałem pojechać na jedną próbę, a potem już mieliśmy spokój. Wcześniej poszliśmy spać, bo z samego rana musiałem jechać do studia, gdzie czekał autobus, w którym mieliśmy odbyć trasę i spać. Tym razem nie była bardzo długa, najpierw Tokio, potem Sydney, a na koniec San Francisco, Las Vegas, Nowy Jork i Waszyngton, więc za miesiąc będę w domu. Kicia miała miejsce w pierwszym rzędzie pod sceną razem z Cielem, który cieszył się potwornie, że będzie na koncercie. Tak więc ja oczywiście musiałem być dużo wcześniej, a Kicia miała dojechać z młodym później.
Zaczęły się ostatnie próby, przygotowania itp itd, w końcu to była duża impreza, a miejsca na stadionie było co nie miara, trzeba było na ostatni guzik dopiąć akustykę, światła... wszystko. Potem poszliśmy się umalować i ubrać, rzecz jasna w ostatniej chwili zrobiłem makijażyście bum szakalaka i zmieniłem połowę tego, co miałem mieć na skórze i jako ubranie... Już do tego przywykł, był naszym makijażystą od jakichś czterech lat, więc zdążył się przyzwyczaić, że lubię robić takie rzeczy. No cóż... Taki już jestem. Tak więc byliśmy gotowi akurat, kiedy stadion wypełniał się już ludźmi.
Szybko dookoła sceny stał cały tłum, wszystkie bilety na płytę i miejsca siedzące zostały wykupione, więc ludzi było w cholerę. Pod sceną z przodu zauważyłem Kicię i Ciela, zrobiło mi się od razu milej, mimo iż ogólnie uwielbiałem występować na scenie przed fanami, to tak przed nimi było jeszcze przyjemniej i było to bardziej wyjątkowe. No i o punkt dwudziestej weszliśmy na scenę wśród dzikiego wrzasku fanów i fanek. Uwielbiałem ten dźwięk. Podszedłem do chłopaków, ostatni raz życzyliy sobie powodzenia, a potem stanąłem przed mikrofonem... I cała impreza ruszyła z kopyta.
Nie był to koncert poświęcony konkretnemu albumowi. Zaczęliśmy na luzie, od In the end, by po kilku spokojniejszych utworach zacząć grać coraz ostrzej...
Jak zawsze skakałem po scenie jak dziki, zwyczajnie rozpierała mnie energia i czułem się zajebiście. To było to, co kochałem robić. Grać dla innych i dla siebie, być na scenie z chłopakami, grać i śpiewać.
Zerwałem z siebie koszulkę w trakcie którejś piosenki, a potem wziąłem gitarę, by w czasie teoretycznie solówki trochę się podłączyć.
Było gorąco, czułem jak w mych żyłach zamiast krwi płynie niemalże czystą adrenalina. Kochałem to uczucie. Fani śpiewali ze mną i to było cudowne. Zwłaszcza, że całe spotkanie po czterech godzinach zakończyliśmy piosenką Fallen Angels, gdzie wspólny śpiew był istnym spełnieniem. Kiedy ostatnie dźwięki dogasły, pożegnaliśmy się i wysłuchaliśmy części pisków i wrzasków, zeszliśmy ze sceny...
Kiedy szliśmy do autobusu, nie obyło się bez autografów, fleszy aparatów i tysięcy, milionów wyrwanych z całości wypowiedzi słów od fanów. W końcu przedarliśmy się do autobusu, by móc odetchnąć.
- To była dobra gra. - powiedziałem nieco dysząc, bo mimo wszystko się trochę zmachałem tym rzucaniem się po scenie. W autobusie czekała na mnie Kicia i Ciel. Mały od razu do mnie podbiegł.
- Byłeś extra tato!!! - wykrzyknął uradowany, a oczy błyszczały mu euforycznie.
- Dzięki, młody. Kiedyś też będziesz robił coś, co będziesz kochał, zobaczysz. - poczochrałem go po włosach.
- Będę oglądał na YouTube'ie wszystkie filmy z twoich koncertów z tego miesiąca! A jak wrócisz, to nauczysz mnie grać na gitarze?! - rozemocjonował się.
- Chyba masz jeszcze za małe palce, jak na gitarę, ale mogę ci coś chociaż zagrać jak wrócę. Co ty na to? - spojrzałem na niego.
- Super! - przytulił mnie mocno, a ja uśmiechnąłem się. Teraz, z tym całym makijażem wyglądało to bardzo ciekawe, że taki szatan przytula sześciolatka, no ale co zrobić. Śmieszek. Spojrzałem na Kicię.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz