Parsknąłem śmiechem, mimo iż zabolało... Dość mocno... Poczochrałem ją po tych jej czerwonych, długich włosach, by rzucić niby od niechcenia:
- A co? Chciałabyś! - zaśmiałem się i wziąłem Ciela na ręce, unosząc go nad głowę.
- Podoba ci się kot? - zapytałem patrząc na rozradowanego synka.
- Jest super! Kiedyś dostanę prawdziwego? - zapytał radośnie, obejmując mnie rączkami za szyję i przytulając, wciąż patrząc na mnie tymi swoimi wielkimi, niebieskimi oczami. Jej oczami.
- O ile mam się zgodzi. - odparłem całując go w główkę.
- Mamo? Mogę prawdziwego kotka? - zapytał odwracając się przodem do Kichi.
- A umiałbyś się nim zająć? Kotek to nie zabawka, trzeba go karmić, opiekować się nim... - zaczęła, ale Ciel jej przerwał:
- Tatuś mnie nauczy jak się zająć kotkiem. Prawda, tatusiu? - tutaj znów spojrzał na mnie.
- Dlaczego nie. - uśmiechnąłem się szeroko.
- Dobra, my tu gadu gadu, a kolacja stygnie. Do stołu. - powiedziała Kichi i w końcu usiedliśmy. Posadziłem Ciela na jego krześle.
- Czyli będę mógł kotka? - kontynuował.
- Nie męcz tak mamy... Jak będziesz mógł, to na pewno ci powie. - pogłaskałem go po główce.
- No dobrze... - westchnął trochę jakby zawiedziony. Zaczęliśmy jeść, Kichi była bardzo dobrą kucharką, o czym się przekonałem. Nagle Ciel spytał:
- Tatusiu, a zamieszkasz z nami? - spojrzał na mnie ciekawie. No i co ja mu miałem powiedzieć...?
- Wiesz, młody... Nie mogę... - powiedziałem.
- Ale czemu? - zrobił smutną minkę. Westchnąłem:
- Wiesz... Dorośli ludzie czasem się kłócą i im nie wychodzi. Tak było ze mną i z twoją mamą. Nie udało nam się. Ja mieszkam u siebie, a twoja mama tutaj z tobą. - powiedziałem spokojnie na niego patrząc.
- Ale ja chcę mieszkać też z tobą. Dlaczego nie chcesz z nami mieszkać? Nie lubisz mnie? - w jego dużych oczkach zebrały się łzy. Wstałem i podszedłem, by klęknąć przed nim.
- Ej... Młody... Nie płacz... To, że między rodzicami się nie układa nie znaczy, że nie kochają już swojego dziecka... Bardzo cię kocham, ale po prostu czasem jest tak w życiu, że dwoje ludzi się rozchodzi. Ale to, że między mną a twoją mamą nie jest tak, jak było, nie znaczy wcale, że już nie kocham ciebie... Nawet nie próbuj tak myśleć... - przytuliłem go, a on wtulił się we mnie mocno.
- Ale ja chcę ciebie tutaj. Wujek Naruto jest super, ale ja chcę ciebie! - rozpłakał się na dobre. Poczułem się parszywie... Przez te lata się starałem, żeby stracić ukochaną osobę na rzecz starego przyjaciela... Super... Chyba bardziej przegrać nie można...
- Ciel... Nie płacz... Faceci nie płaczą... - powiedziałem biorąc go na ręce. Zamknąłem oczy wzdychając.
Młody uspokoił się po dłuższym czasie, ale był rozgoryczony i zamknął się w swoim pokoju, nie chcąc z nikim rozmawiać. Siedzieliśmy z Kichi na kanapie w salonie i panowała taka nieprzyjemna cisza... Każde chyba myślało o swoich sprawach, o czym innym...
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz