Uśmiechnąłem się mimo zmęczenia i pocałowałem ją czule.
- Nie będziesz musiała... Zajmę się młodym... - oznajmiłem szczelnie otaczając ją ramionami i zatapiając nos w jej włosach. Dawno tak się nie zmęczyłem, ale nie żałowałem... I ona ewidentnie również nie żałowała...
- A zrobisz mi śniadanie jutro...? - spytała słodko na mnie patrząc.
- Jutro, pojutrze, za tydzień... kiedy tylko będziesz chciała... - odparłem znów ją całując. Poczułem jak się uśmiecha.
- Jak poszedłeś do Ciela to co z nim było...? Był bardzo rozżalony... - spytała.
- Wciąż był smutny, ale pomogłem mu się wykąpać i położyłem go spać... - odparłem.
- Naprawdę? - zerknęła na mnie zdziwiona. Chyba miło zaskoczona. Skinąłem głową.
- Chyba od tego są ojcowie, nie? - uśmiechnąłem się do niej i musnąłem nosem jej policzek. - A teraz śpij już... Dobranoc... - raz jeszcze czule ją pocałowałem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz